Tygodnik Gospodarczy 23/2023, 9 czerwca 2023 r.

Opublikowano: 09/06/2023

Spis treści

Bezrobocie w Polsce rekordowo niskie, ale koszty pracy wysokie

2,7 proc. wyniosła stopa bezrobocia w kwietniu 2023 r.

71 proc. firm uważa, że koszty pracownicze są uciążliwą barierą w prowadzeniu biznesu

niemal 80 proc. firm nie planuje zmian w zatrudnieniu

Według BAEL, stopa bezrobocia w Polsce w kwietniu 2023 r. wyniosła 2,7 proc., podobnie jak w Czechach. Wartość wskaźnika poniżej 3 proc. zanotowano na Malcie i w Niemczech. Średnia stopa bezrobocia w UE wyniosła 6,0 proc. Natomiast w 2022 r. w pierwszej dziesiątce regionów o najniższym bezrobociu znalazły się aż trzy polskie: województwo pomorskie (1,9 proc., 4. wynik), region warszawski stołeczny (1,9 proc., 4. wynik) i województwo wielkopolskie (2,0 proc., 5. wynik).

Rekordowo niskiej stopie bezrobocia w Polsce wciąż towarzyszy zapotrzebowanie na pracowników. Z badań MIK wynika, że w maju niemal połowa firm (47 proc.) borykała się z niedoborem pracowników. Ale coraz poważniejszym problemem stają się rosnące koszty pracy. Dotąd wśród barier utrudniających prowadzenie biznesu prym wiodły niepewność sytuacji gospodarczej oraz wysokie ceny energii. W maju wśród barier nadal niepewność sytuacji gospodarczej jest na pierwszym miejscu, ale drugie zajęły rosnące koszty pracownicze (71 proc. wskazań, wzrost o 8 pkt. proc. m/m). Rodzi się pytanie, jak długo utrzyma się tak niska stopa bezrobocia.

Większość pracodawców nie planuje w najbliższym czasie zwolnień. Według danych MIK z maja 2023 r., prawie 80 proc. firm w najbliższym czasie nie zamierza wprowadzać zmian w liczbie zatrudnionych. W maju była także lekka przewaga przedsiębiorców planujących przyjąć nowych pracowników (12 proc.) nad tymi, którzy przewidują zwolnienia (9 proc.). Chęć zatrudnienia nowych pracowników deklarowali przede wszystkim przedstawiciele branży budowlanej (21 proc.). Najmniej skłonni do przyjmowania nowych pracowników byli natomiast pracodawcy z branży handlowej (8 proc.). Zdecydowanie częściej plany zwiększenia zatrudnienia mieli też przedstawiciele dużych firm (23 proc.).

Stopa bezrobocia, podobnie jak poziom inflacji, jest ważnym wskaźnikiem kondycji społeczno-gospodarczej kraju. W czasie pandemii ochrona miejsc pracy była jednym z priorytetowych zadań tarczy antykryzysowej. Tak niskie bezrobocie, jakie zanotowano w Polsce w kwietniu br., mimo relatywnie wysokiej inflacji, niesie lekki powiew optymizmu. Walka z inflacją, z perspektywy społecznej, nie jest tak kosztowna jak naprawianie skutków bezrobocia, w tym degradacji psychiczno-społecznej i wykluczenia społecznego.

 

Anna Szymańska, Katarzyna Zybertowicz

Banki centralne świata coraz mocniej angażują się w prace nad cyfrowymi walutami

90 proc. banków centralnych świata prowadzi prace nad cyfrowymi walutami CBDC

30 proc. Amerykanów deklaruje silny brak poparcia dla wprowadzenia walut CBDC

Prawie 90 proc. banków centralnych świata prowadzi prace badawcze dotyczące systemu cyfrowego pieniądza. Wśród dużych gospodarek Chiny uruchomiły pilotaż. W strefie euro nastąpi to w przyszłym roku. Badania sondażowe Cato Institute wskazują, że cyfrowym walutom towarzyszą duże obawy społeczne.

Cyfrowe waluty banków centralnych (CBDC) mają zmodernizować systemy płatnicze na świecie. W takim systemie każda osoba fizyczna czy przedsiębiorstwo będzie dysponowało własnym, indywidualnym kontem bezpośrednio w banku centralnym, takim jak np. Narodowy Bank Polski. Instytucje komercyjne będą nadal funkcjonować, jednak ich rola zostanie ograniczona. Bank Rozliczeń Międzynarodowych na koniec 2021 r. przeprowadził na ten temat ankietę wśród przedstawicieli banków centralnych w państwach odpowiadających za 95 proc. światowego PKB. Około 95 proc. instytucji nadal zamierza powierzać identyfikację klientów prywatnym podmiotom. Dalsze 80 proc. opowiada się za procesowaniem transakcji za pośrednictwem banków. Około 60 proc. myśli o stworzeniu pośredniej infrastruktury za pomocą instytucji komercyjnych – taki system byłby zbliżony do obecnego obrotu gotówki.

System walut cyfrowych jest obecnie w fazie badań oraz pilotażu. Wraz z początkiem roku system zaczął działać w wybranych miastach w Chinach. Umożliwia on płatność na głównych platformach e-commerce, sklepach stacjonarnych oraz obsługę w bankach. W CBDC wypłacane są także pensje niektórych pracowników sektora publicznego. Europa wprawdzie pozostaje w tyle za Azją, jednak EBC uruchomi podobny program w przyszłym roku. Bank Rozliczeń Międzynarodowych wskazuje, że w perspektywie 6 lat cyfrowe waluty mogą obowiązywać w około 30 proc. banków centralnych.

Wprowadzeniu walut cyfrowych towarzyszą obawy o prywatność i bezpieczeństwo pieniędzy. Amerykański think tank Cato Institute przeprowadził badanie sondażowe wśród osób fizycznych w USA na temat potencjalnych skutków zmian. Wyniki pokazują obawy dotyczące podstawowych cech systemu: 68 proc. respondentów sprzeciwia się dostępowi banku centralnego do informacji o prywatnych wydatkach. 65 proc. ankietowanych wskazuje jako problem ryzyko ataku hackerskiego. Obawy towarzyszą także możliwości wprowadzenia ujemnych stóp procentowych podczas recesji – sprzeciw dla takiej możliwości deklaruje 65 proc. Amerykanów. Respondenci raportują też strach przed wydarzeniami skrajnymi: 74 proc. ankietowanych wyraża sprzeciw związany z możliwością blokowania wydatków na poszczególne towary przez instytucje rządowe, 59 proc. sprzeciwia się możliwości blokady kont finansowych uczestników protestów politycznych.

Zdecydowanie mniejsze poparcie wyrażane jest dla pozytywnych aspektów CBDC. 42 proc. uczestników deklaruje, że wprowadzenie cyfrowego pieniądza jest ważne ze względu na możliwość ograniczenia prania brudnych pieniędzy czy szarej strefy. 40 proc. wspiera system ze względu na możliwość dokładnego kontrolowania prawidłowego wydatkowania środków związanych z transferami rządowymi – teoretycznie może on uniemożliwić np. przeznaczanie świadczeń dla dzieci na alkohol czy inne używki. Dla mieszkańców USA słabym argumentem jest też możliwość bardziej efektywnej transmisji polityki pieniężnej – poparcie dla takiej cechy wyraża 32 proc. respondentów. Łącznie ponad 30 proc. ankietowanych opowiada się przeciwko walutom CBDC, nawet w pytaniach opisujących jednoznaczne korzyści. Dla porównania, grupa zdeklarowanych zwolenników walut cyfrowych to maksymalnie 16 proc. respondentów.

Jakub Rybacki

Niewystarczające inwestycje w sieci przesyłowe mogą zagrozić realizacji globalnych celów klimatycznych

ok. 300 mld USD rocznie wynoszą globalne wydatki na sieci przesyłowe

21,4 bln USD (790 mld USD rocznie) muszą do 2050 r. wynieść inwestycje w globalne sieci przesyłowe, by utrzymać szansę na realizację celu neutralności klimatycznej do 2050 r.

24 proc. inwestycji w globalne sieci będzie przeznaczonych na digitalizację sieci przesyłowych

Według analityków Bloomberga, osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. będzie wymagać zainwestowania co najmniej 21,4 bln USD (średnio rocznie 790 mld w latach 2023-2050) w światowe sieci przesyłowe. Na budowę nowych linii zostanie 41 proc. inwestycji, 40 proc. na modernizację i wzmocnienie obecnych sieci przesyłowych, a 19 proc. na wymianę przestarzałej infrastruktury. Aż 24 proc. inwestycji (5,1 bln USD) ma być związanych z digitalizacją sieci przesyłowych.

W latach 2015-2022 globalne wydatki na sieci przesyłowe pozostawały na podobnym poziomie i wynosiły ok. 300 mld USD rocznie. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), by zapewnić realizację celów klimatycznych do 2050 r., roczne wydatki na sieci przesyłowe muszą wzrosnąć dwukrotnie (do ok. 600 mld USD) do 2030 r. i ponad trzykrotnie (do 1 bln USD) do 2040 r.

Konieczność rozbudowy sieci przesyłowych widoczna jest już dzisiaj w wielu systemach elektroenergetycznych. W samych Stanach Zjednoczonych pod koniec 2022 r. do kolejki przyłączenia do sieci przesyłowych zgłoszone były powstające instalacje o łącznej mocy ponad 2000 GW. Blisko 1000 GW nowych mocy stanowiły instalacje fotowoltaiczne, a ponad 600 GW magazyny energii. To 6-krotnie więcej niż moc projektów zgłoszonych na koniec 2010 r. i ponad 1,5-krotnie więcej niż obecna moc w systemie elektroenergetycznym USA (1250 GW).

Adam Juszczak

Zielona transformacja UE jest uzależniona od importu surowców o dużym koszcie środowiskowym

60-krotnie musiałoby wzrosnąć zużycie litu w UE, żeby móc osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 r.

2000 ton toksycznych odpadów w postaci wody i gazów powstaje przy pozyskaniu 1 tony metali ziem rzadkich

98 proc. unijnego zapotrzebowania na metale ziem rzadkich jest zaspokajane przez Chiny

Zielona technologia pozwalająca pozyskiwać energię odnawialną jest niezbędna do osiągnięcia zamierzonych celów klimatycznych. Może przy tym być narzędziem do osiągnięcia niezależności energetycznej w Europie. Jednak surowce niezbędne dla technologii energii odnawialnej są często pozyskiwane w skrajnie nieekologiczny sposób, z naruszeniem praw pracowniczych i problemami dla mieszkańców okolic, w których są pozyskiwane.

Unia jest zależna od importu metali ziem rzadkich (rare earth elements – REE), czyli grupy pierwiastków używanych w nowoczesnej technice. Chiny odpowiadają za około 60 proc. ekstrakcji tych pierwiastków i zaspokajają 98 proc. unijnego zapotrzebowania. REE są niezbędne do produkcji turbin wiatrowych i baterii do samochodów elektrycznych. Magnesy wytwarzane przy użyciu REE mają szerokie zastosowanie w elektronice i zielonej technologii, a zapotrzebowanie to, według prognoz, będzie gwałtownie rosło. Niektóre z tych metali są niezbędne do produkcji półprzewodników, używanych m.in. przy produkcji paneli fotowoltaicznych i procesorów. Metale ziem rzadkich są bardzo toksyczne, a ich złoża bywają zanieczyszczone pierwiastkami promieniotwórczymi. Obecnie dostępne tanie metody pozyskiwania REE zakładają rozpuszczanie obecnych w glebie pierwiastków w chemikaliach w celu ich ekstrakcji, co powoduje wytwarzanie przeciętnie 2000 ton toksycznych odpadów na każdą pozyskaną tonę metali. Te toksyny często trafiają do wód gruntowych i atmosfery.

Produkcja baterii do samochodów elektrycznych jest wysoce problematyczna. Lit potrzebny do produkcji baterii litowo-jonowych używanych w samochodach elektrycznych produkowanych w Unii pochodzi z Chile (78 proc. zapotrzebowania), a według wspomnianych prognoz zapotrzebowanie na niego będzie musiało wzrosnąć 60-krotnie dla uzyskania neutralności klimatycznej do 2050 r. Wydobywany jest przez osuszanie chemicznych basenów, w których się rozpuszcza. Wymaga to zużycia milionów litrów wody dziennie i jednocześnie pozbawia dostępu do niej lokalne społeczności oraz zatruwa glebę. Kobalt, również niezbędny do produkcji tych baterii, jest pozyskiwany w większości w Kongu (63 proc. zapotrzebowania) i przetwarzany w Chinach (62 proc. światowego przetwórstwa). Kongijczycy pracujący przy wydobyciu są często ofiarami współczesnego niewolnictwa, przemocy organizacji paramilitarnych i pracują w skrajnie niezdrowych warunkach.

Większa kontrola nad łańcuchem produkcji technologii odnawialnej byłaby korzystna dla UE nie tylko z powodów ekologicznych i etycznych, ale również w celu budowania autonomii strategicznej. Wszystkie wspomniane surowce mogą być pozyskiwane i przetwarzane w bardziej ekologiczny i bezpieczny dla ludzi sposób, ale wymagałoby to inwestycji w nowoczesną technologię i narzucanie standardów ekologicznych i praw pracowniczych f irmom pozyskującym surowce w krajach rozwijających, w tym w Chinach.

Jan Markiewicz

Europejskie firmy doganiają USA we wdrażaniu technologii cyfrowych

69 proc. firm w UE wdraża zaawansowane technologie cyfrowe

60 proc. firm inwestujących w cyfryzację przed pandemią poprawiło swoje technologiczne zaplecze w 2022 r.

Europejskie firmy zainwestowały we wdrażanie zaawansowanych technologii cyfrowych, co umożliwiło zmniejszenie dystansu względem amerykańskiej konkurencji. Ponad połowa (53 proc.) europejskich firm, w reakcji na pandemię, zainwestowała w cyfryzację. Pozwoliło to na zmniejszenie luki w zakresie wdrażania cyfrowych technologii między USA i UE. W ostatnich czterech latach udział przedsiębiorstw wdrażających zaawansowane cyfrowe technologie w UE stale rósł i osiągnął 69 proc. w 2022 r. Dla porównania, ten sam wskaźnik w USA w 2022 r. wyniósł 71 proc.

Natomiast szoki w postaci pandemii czy wojny w Ukrainie pogłębiły nierówności w cyfryzacji między europejskimi firmami. Aż 60 proc. firm, które inwestowały w cyfryzację jeszcze przed pandemią, poprawiło swoje technologiczne zaplecze w 2022 r. Wśród firm, które nie inwestowały w cyfryzację, tylko 36 proc. wykorzystało kryzys jako szansę na przeprowadzenie cyfrowej transformacji. W Europie kluczową determinantą wdrażania cyfrowych technologii jest wielkość przedsiębiorstwa. Wśród firm zatrudniających ponad 250 pracowników, aż 80 proc. korzysta z zaawansowanych technologii cyfrowych, a wśród f irm zatrudniających poniżej 10 osób – tylko 45 proc. Zdaniem Europejskiego Banku Inwestycyjnego, ta rozbieżność spowolni transformację cyfrową w Europie. Dodatkowo, różnica między zaawansowanymi technologicznie firmami a niewdrażającymi nowych technologii może się pogłębiać.

Cyfrowy rozwój przedsiębiorstw zależy w dużej mierze od adekwatnej infrastruktury. Kluczową miarą rozwoju infrastrukturalnego jest dostęp do internetu oraz jego szybkość. Regiony z dostępem do szybkiego internetu mają wyższy udział firm korzystających z zaawansowanych technologii cyfrowych oraz wyższy udział firm, które w odpowiedzi na COVID-19 zainwestowały w cyfryzację. Firmy cyfrowe działające w regionach z wolnym internetem wskazują na brak odpowiedniej infrastruktury cyfrowej jako barierę inwestycyjną.

Niestety, badanie przeprowadzone przez PIE w 2020 r. wskazuje, że w 53 proc. polskich powiatów wystąpiła przynajmniej jedna forma zagrożenia wykluczeniem cyfrowym ze względu na niedostateczną prędkość łączności z internetem.

Kolejnym kluczowym wymiarem wdrażania zaawansowanych cyfrowych technologii jest poziom opanowania cyfrowych umiejętności w społeczeństwie. Firmy działające w regionach, w których populacja ma ponadprzeciętne umiejętności cyfrowe częściej wdrażają zaawansowane technologie cyfrowe. Eksperci ankietowani na potrzeby raportu PIE wskazali, że niski poziom umiejętności cyfrowych hamuje rozwój cyfrowy Polski w prawie wszystkich innych obszarach. Umiejętności cyfrowe powinny być zatem traktowane jako katalizator zmian w pozostałych obszarach. Właśnie dlatego w polskim kontekście to na wzroście odsetka osób z ponadprzeciętnymi cyfrowymi umiejętnościami powinna koncentrować się znaczna część działań zmierzająca do poprawy pozycji Polski.

Ignacy Święcicki

O 11 pkt. proc. więcej kobiet niż mężczyzn w UE ma wyższe wykształcenie

8 proc. kobiet w wieku 25-34 lata w krajach UE ma wyższe wykształcenie

37 proc. mężczyzn w wieku 25-34 lata w krajach UE ma wyższe wykształcenie

40,5 proc. Polek i Polaków w wieku 25-34 lata ma wyższe wykształcenie wobec średniej unijnej wynoszącej 42 proc.

Zgodnie z najnowszymi danymi Eurostatu, w 2022 r. wśród osób w wieku 25-34 lata w krajach UE wyższym wykształceniem mogło pochwalić się 48 proc. kobiet i 37 proc. mężczyzn. Średnio w UE wyższym wykształceniem legitymuje się 42 proc. obywateli w wieku 25-34 lata, a zatem niewiele mniej, niż wynosi unijny cel na 2030 r., ustanowiony na poziomie 45 proc.

Cel 45 proc. już dziś przekroczyło 13 krajów. Najwyższy poziom obywateli z wyższym wykształceniem notują: Irlandia (62 proc.), Luksemburg (61 proc.), Cypr (59 proc.), Litwa (58 proc.), Holandia (56 proc.), Szwecja (52 proc.), Hiszpania i Belgia (po 51 proc.), Francja (50 proc.), Dania (49 proc.), Słowenia (47 proc.), Łotwa (46 proc.) oraz Grecja (45 proc.).  W Polsce wskaźnik kształtował się na poziomie 40,5 proc.

Warto zwrócić uwagę na różnice w wykształceniu między kobietami i mężczyznami w krajach europejskich. Największa luka występuje w Słowenii (24 pkt. proc.), na Słowacji (23 pkt. proc.) oraz na Łotwie (22 pkt. proc.). W Polsce poziom tej luki wyniósł 19 pkt. proc., a więc również zauważalnie powyżej średniej unijnej kształtującej się na poziomie 11 proc. Najmniejsza różnica w odsetku kobiet i mężczyzn z wyższym wykształceniem występuje w Niemczech (5 proc.), Irlandii (6 proc.) oraz Francji i Rumunii (po 7 proc.).

Co ciekawe, brak luki w wykształceniu nie oznacza, że ogólny odsetek osób mających wyższe wykształcenie w danym społeczeństwie jest wyższy. Cztery kraje z najniższym poziomem luki różnią się bowiem między sobą znacząco pod tym względem: w Rumunii wyższe wykształcenie ma 25 proc. obywateli w wieku 25-34 lata, w Niemczech odsetek ten wynosi 37 proc., podczas gdy we Francji jest to 50 proc., a w Irlandii – 62 proc.

Zestawiając dane dotyczące luki wykształcenia z tymi o różnicach w zarobkach kobiet i mężczyzn (gender pay gap), można zauważyć, że w Słowenii, charakteryzującej się największą różnicą w wykształceniu między kobietami a mężczyznami, i w Niemczech, cechujących się najniższą różnicą, luka płacowa wynosi odpowiednio zaledwie 3,1 proc. i aż 18,6 proc. W Polsce luka płacowa kształtuje się na poziomie 4,5 proc. wobec średniej unijnej wynoszącej 13 proc., zaś różnica pod względem odsetka kobiet i mężczyzn mających wyższe wykształcenie wynosi 19 proc. wobec 11 proc. średniej unijnej.

Jak pokazują badania Pew Research Center, kobiety będące w wieku od 25 do 34 lat w 2010 r. zarabiały 92 proc. tego, co ich męscy rówieśnicy, ale w 2022 r. ta grupa kobiet, już w przedziale wiekowym od 37 do 46 lat, zarabiała tylko 84 proc. tego, co mężczyźni w tym samym przedziale wiekowym. Podobna sytuacja ma miejsce w Europie. Np. w Belgii luka płacowa dla osób w wieku 25-34 lata w 2021 r. wynosiła 3 proc., dla osób z przedziału 35-44 lata już 4,5 proc., zaś w przedziale 55-65 lat – 8,5 proc. Z kolei w Polsce luka płacowa w grupie wiekowej do 25 lat w 2020 r. wyniosła 8,2 proc., w grupie wiekowej 25-34 lata – 7,2 proc., zaś w grupie wiekowej 35-44 lata – już 9,4 proc. ▶ Na lukę płacową wpływa wiele czynników, a nie tylko wykształcenie. Do jej przyczyn można zaliczyć to, że więcej kobiet niż mężczyzn wykonuje gorzej płatne zawody czy też fakt, że kobiety częściej pracują w niepełnym wymiarze godzin, co wynika z większego obciążenia obowiązkami opiekuńczymi. W konsekwencji kobiety, mimo posiadania wyższego poziomu formalnego wykształcenia, zarabiają mniej.

Paweł Leszczyński

Praktyki zawodowe są przydatne według młodych Polaków

67 proc. młodych Polaków uczestniczyło przynajmniej raz w praktykach zawodowych

67 proc. Polaków, którzy odbywali staż, otrzymywało za niego wynagrodzenie (średnia dla UE to 55 proc.)

71 proc. respondentów z Polski, którzy odbywali praktyki zawodowe, sądzi, że zdobyło w trakcie nich przydatne zawodowo umiejętności

Staże i praktyki są dla młodych ludzi pierwszym kontaktem z rynkiem pracy i szansą na zdobycie podstawowego doświadczenia zawodowego. Z perspektywy pracodawców stanowią z kolei możliwość znalezienia młodych pracowników będących okresową pomocą, a po takim okresie testowym mogą na stałe wzmocnić kadrę firmy.

Według najnowszego badania Eurobarometru, ogółem 78 proc. młodych ludzi w UE uczestniczyło przynajmniej raz w praktykach zawodowych. U respondentów z Polski ten odsetek wyniósł 67 proc., największy był zaś u respondentów z Niemiec – 90 proc. Należy jednak zaznaczyć, że najwięcej osób deklarujących odbycie staży przyznaje, że były to praktyki obowiązkowe w toku ich edukacji (44 proc.) lub konieczne do uzyskania tytułu zawodowego (27 proc.). Wśród tych, którzy brali udział przynajmniej raz w praktykach, aż 23 proc. brało udział w trzech lub więcej (średnia dla UE, w Polsce odsetek ten wynosi 11 proc.). Młodzi Europejczycy, w tym Polacy, najczęściej odbywają staż trwający 1-3 miesiące.

W Polsce więcej stażystów otrzymywało wynagrodzenie za swoją pracę – 67 proc. respondentów z Polski w porównaniu z 55 proc. średniej UE. Najwięcej respondentów, zarówno w Polsce, jak i średnio w UE, odbywało praktyki w małych firmach. Co piąty młody Europejczyk odbywał staż zawodowy za granicą. Wśród respondentów z Polski odsetek ten wyniósł 15 proc.

Wśród powodów nieodbywania praktyk młodzi Europejczycy zaznaczają przede wszystkim, że nie byli zainteresowani takim przedsięwzięciem. W Polsce taką odpowiedź wybrało aż 49 proc. respondentów, którzy nie uczestniczyli nigdy w praktykach zawodowych. Kolejne 20 proc. młodych Polaków deklaruje, że nie mogło znaleźć żadnych ofert.

Staże w oczach młodych Europejczyków, w tym Polaków, są przydatnymi elementami w ich rozwoju zawodowym. 71 proc. respondentów z Polski uważa, że w trakcie praktyk zawodowych zdobyło umiejętności przydatne w ich zawodzie. Jest to odsetek mniejszy niż średnia dla UE o 6 pkt. proc. Ponadto, o 9 pkt. proc. mniej respondentów z Polski niż ogółem w UE sądzi, że odbyte staże pomogą im później w znalezieniu pracy. Większość respondentów zauważa, że warunki ich pracy (dostępny sprzęt, czas dnia pracy, ilość wykonywanej pracy, sposób traktowania) były takie same jak u reszty kadry zatrudnionej w firmie. Ponadto, stażyści w większości (75 proc. w UE i 77 proc. w Polsce) potwierdzają, że w czasie praktyk mogli liczyć na pracownika-mentora, który pomagał im i objaśniał, jak wykonywać różne prace. Przydatność praktyk uwidaczniała się też w pytaniu o sytuację respondentów w okresie do pół roku od momentu zakończenia ich ostatniego stażu – 64 proc. młodych Polaków znalazło w tym czasie pracę, większość u tego samego pracodawcy, u którego odbywali praktyki.

 

Łukasz Baszczak