Tygodnik Gospodarczy 44/2024, 31 października 2024

Opublikowano: 31/10/2024

Spis treści

Realizacja obietnic wyborczych mocno podbije zadłużenie USA

133 proc. PKB wynosi prognozowany deficyt finansów publicznych w USA w 2035 r. w przypadku zwycięstwa Kamali Harris

142 proc. PKB wynosi prognozowany deficyt finansów publicznych w USA w 2035 r. w przypadku zwycięstwa Donalda Trumpa

Niezależnie od wyniku wyborów prezydenckich, amerykański dług publiczny będzie rósł w relacji do PKB. Kongresowe Biuro Budżetu (CBO) szacuje, że nawet jeśli polityka fiskalna pozostanie bez zmian, to dług publiczny w rękach prywatnych inwestorów wzrośnie do 2035 r. z obecnych 99 proc. do 125 proc. PKB. Będzie to rekordowy poziom przewyższający nawet dotychczasowy szczyt z okresu po II wojnie światowej. Kampania wyborcza i obietnice reform fiskalnych pogłębią wzrost zadłużenia. CBO uważa, że plan Kamali Harris może wywindować dług do 133 proc. PKB, a Donalda Trumpa do 142 proc. PKB. Wielkości rozpatrywane przez CBO nie obejmują obligacji posiadanych przez Fed – te dodatkowo powiększają zadłużenie o ok. 15 proc. PKB

Główne koszty programu Donalda Trumpa związane są z kontynuacją reform podatkowych. Proponuje on przedłużenie Ustawy o cięciach podatkowych i pracy (TCJA) na okres po 2025 r., aby wesprzeć wzrost gospodarczy i konkurencyjność amerykańskich firm. Przedłużenie TCJA oznaczałoby utrzymanie stawki CIT na poziomie 21 proc. CBO szacuje, że koszt tej decyzji wyniesie około 5,35 bln USD w ciągu dekady, czyli będzie to około połowa wydatków w bazowej projekcji. Drugą kosztowną propozycją jest likwidacja podatków od nadgodzin i dochodów z napiwków (2,3 bln USD), a trzecią – likwidacja podatków od benefitów emerytalnych (1,3 bln USD). Deficyt mogą generować też wydatki militarne – bazowy scenariusz zakłada ich wzrost o 400 mld USD w horyzoncie dekady – maksymalne wydatki mogą osiągnąć nawet 2,45 bln USD. Jest to jedyna pozycja programowa z tak dużym zakresem niepewności. Łączne koszty, według scenariusza bazowego, mają sięgać 10,4 bln USD. Wydatki te finansowane będą głównie przez wzrost ceł. Trump zapowiada wzrost stawek celnych do 20 proc., co według centralnych szacunków może przynieść dochody rzędu 2,7 bln USD. Dodatkowy 1 bln ma pochodzić ze złagodzenia regulacji środowiskowych oraz redukcji budżetów w programach edukacyjnych. Łącznie przychody wzrosną o 3,7 bln USD w horyzoncie dekady.

Kamala Harris koncentruje się na poprawie sytuacji ekonomicznej amerykańskich rodzin. Kandydatka także utrzyma część zapisów z TCJA, jednak redukcja CIT będzie mniejsza. Stawka sięgnie 28 proc. CBO szacuje, że będzie to koszt rzędu 3 bln USD wobec całkowitego porzucenia projektu i oszczędności rzędu 900 mld USD, gdyby stawka pozostała na poziomie 21 proc. Głównym punktem jej programu jest zwiększenie wsparcia finansowego poprzez rozszerzenie Child Tax Credit oraz wprowadzenie ulg podatkowych dla osób o niskich i średnich dochodach. To koszty rzędu 1,4 bln USD. Kolejnym filarem jej programu jest zwiększenie dostępności opieki nad dziećmi i edukacji przedszkolnej (700 mld USD) oraz wsparcie opieki zdrowotnej poprzez przedłużenie dotacji ACA oraz dalsze obniżenie cen leków na receptę (550 mld USD). Harris zapowiada również inicjatywy mające na celu ułatwienie zakupu pierwszego domu, w tym kredyt podatkowy na zakup mieszkania (250 mld USD). Łączne koszty prowadzonych programów w horyzoncie dekady wyniosą 7,3 bln USD. Główne źródła przychodów w programie Kamali Harris związane są z uszczelnieniem systemu międzynarodowego opodatkowania (550 mld USD), powiększania podatków kapitałowych (850 mld USD) oraz składek zdrowotnych NIT i Medicare (800 mld USD). Wzrosną też obciążenia związane z pomniejszymi podatkami, co sumarycznie zapewni przychody rzędu 900 mld USD. Łącznie CBO szacuje wzrost przychodów w horyzoncie dekady rzędu 4,25 bln USD.

Jakub Rybacki

USA będą stosowały protekcjonizm w handlu niezależnie od wyniku wyborów

co najmniej 10-procentowe cła na cały import do USA zapowiada Donald Trump

590 mld USD wyniósł import towarów z UE do USA w 2023 r.

13,6 mld USD wyniósł import towarów z Polski do USA w 2023 r.

Niezależnie od tego, czy od stycznia 2025 r. na fotelu prezydenckim USA zasiądzie Donald Trump, czy Kamala Harris, polityka handlowa USA będzie skupiać się na ochronie amerykańskich producentów. To stawia Unię Europejską przed koniecznością sprostania konkurencji zarówno ze strony Chin, jak i USA. Być może istotniejsze okażą się wybory do Kongresu, bowiem w ostatnich dwóch latach działania administracji Joe Bidena były ograniczane przez większość republikańską w Izbie Reprezentantów. Republikanie utrzymują lekką przewagę w sondażach w tej Izbie, choć wynik nie jest jeszcze przesądzony. Z kolei wg the Hill, Republikanie mają w Senacie aż 67 proc. szans na zdobycie większości. W przypadku zwycięstwa Harris, mogłoby to poważnie ograniczyć jej możliwości legislacyjne, w tym przygotowanie kolejnych inicjatyw, jak np. IRA, które udało się uchwalić dzięki demokratycznej większości w obu Izbach w 2022 r.

Prezydencja Donalda Trumpa oznacza konflikty z sojusznikami. Kandydat Republikanów zapowiada wprowadzenie ceł w wysokości co najmniej 10 proc. na cały import do USA, w tym w wysokości 60 proc. na import z Chin. Taki ruch może mieć negatywne skutki dla Polski i UE. Po pierwsze, ograniczy konkurencyjność polskiego eksportu na rynku amerykańskim. Po drugie, zmniejszy konkurencyjność eksportu europejskiego, co pośrednio dotknie polskich eksporterów do UE. Po trzecie, może dojść do przesunięcia handlu z krajów trzecich (zwłaszcza Chin), skutkującego zwiększeniem konkurencji na rynku europejskim.

Te negatywne efekty mogą zostać częściowo złagodzone, jeśli w wyniku polityki administracji Trumpa nastąpi aprecjacja dolara. Sprzyjać temu mogą: rosnący popyt na amerykańskie produkty, możliwe obniżki podatków i deregulacje, a także prawdopodobne podwyżki stóp procentowych w wyniku możliwego wzrostu inflacji. Jednocześnie kontynuacja IRA, protekcjonistyczne nastawienie oraz relatywnie niskie ceny surowców energetycznych w USA mogą sprzyjać przyciąganiu inwestycji oraz ograniczać potencjał eksportowy Europy. Polska i UE muszą także być gotowe na jednostronne decyzje USA w polityce międzynarodowej – tak wobec Ukrainy, jak też samej UE czy innych regionów świata.

Zwycięstwo Kamali Harris to bardziej ukierunkowany i selektywny protekcjonizm. W tej „cichej” wizji najważniejsze jest wsparcie dla konkretnych sektorów, szczególnie związanych z rywalizacją technologiczną (np. półprzewodniki) oraz dekarbonizacją. Bariery handlowe obejmowałyby nie tylko cła, ale również regulacje środowiskowe i klimatyczne. Administracja Harris sprzyjałaby współpracy z UE np. w obszarze łańcuchów dostaw surowców krytycznych. Nie wyklucza to jednak presji ze strony Białego Domu na UE w zakresie zwiększania zdolności obronnych, ograniczania dostępu do zaawansowanych technologii dla Chin czy udziału w amerykańskich inicjatywach związanych np. z ochroną Tajwanu. Priorytetem Harris są działania krajowe, czego efektem ubocznym mogą być programy takie jak IRA, które uderzają we współpracę z UE, nawet być może silniej niż bariery handlowe w postaci ceł.

Marek Wąsiński

Chińskie platformy e-commerce nadal będą podbijały amerykański rynek

800 USD wynosi próg, poniżej którego paczki przesyłane do adresatów w USA są zwolnione z cła

14,4 mld USD wyniosła wartość sprzedaży w sklepie Shein.com w USA w 2023 r.

Dynamiczny rozwój chińskich platform sprzedażowych w USA budzi niepokój konkurentów i reakcje decydentów. Temu (marketplace sprzedający różnorodne towary) i Shein (przede wszystkim ubrania) w bardzo szybkim tempie zdobyły amerykański rynek. Temu w ciągu niecałego roku od uruchomienia osiągnęło ponad 70 mln użytkowników w USA, czyli około jedną trzecią tego, co Amazon. Sprzedaż online w sklepie Shein przewyższyła sprzedaż takich marek, jak Nike, H&M czy Zara, a według niektórych źródeł w 2023 r. była najwyższa wśród wszystkich internetowych sklepów z modą (14,4 mld USD, na drugim miejscu walmart.com z 12,3 mld USD wartości sprzedaży). Temu i Shein były też najpopularniejszymi aplikacjami do zakupów pobieranymi w USA w 2023 r.

Na rozwój tych aplikacji można patrzeć przynajmniej z dwóch perspektyw. Z jednej strony jest to sukces modelu sprzedaży opartego na bardzo agresywnej konkurencji cenowej, stosowaniu algorytmów (np. odpowiadających na zmiany trendów), wykorzystania narzędzi trafiających do młodszych pokoleń konsumentów (np. rola influencerów). Z drugiej, obie te firmy są oskarżane o naciąganie prawa, a nawet o jego łamanie, co prowadzi do konkretnych pozwów sądowych. W USA platformy są pozywane przede wszystkim za naruszenie praw własności intelektualnej, a takie oskarżenia wysuwają same te platformy przeciwko sobie.

W ostatnim czasie Biały Dom podjął decyzję o zniesieniu progu określającego wartość, poniżej której przesyłki przychodzące do USA były zwolnione z opłaty celnej. Próg ten był ustalony na poziomie 800 USD, a liczba przesyłek wpływających do USA, których deklarowana wartość był niższa, wzrosła w ostatnich dziesięciu latach ze 140 mln do ponad 1 mld. W modelu biznesowym przyjętym przez Shein i Temu przesyłki wysyłane są bezpośrednio do klienta końcowego, podczas gdy ich konkurenci, np. z branży modowej, przywożą duże partie towaru i rozdzielają go już w USA. Tym samym wartość takiej partii przekracza 800 USD i cło musi być doliczone do ceny końcowej. Zmiana progu czeka obecnie na zatwierdzenie w Kongresie.

Mimo że niskie ceny towarów oferowanych przez chińskich sprzedawców są doceniane przez kupujących, szczególnie w sytuacji podwyższonej inflacji, to polityka względem chińskich platform sprzedażowych najprawdopodobniej nie będzie znacząco różniła się w zależności od przyszłego gospodarza Białego Domu. Obecna administracja już podjęła stosowne działania, a zapowiadane przez Trumpa cła na import wszelkich towarów z Chin również dotkną ten model biznesowy podnosząc jednocześnie ceny dóbr amerykańskich producentów szyjących czy produkujących w Chinach.

Ignacy Święcicki

W spolaryzowanym społeczeństwie kwestie gospodarcze nie wpływają na decyzje wyborców

1952-2016 – wyniki wyborów prezydenckich w USA z tego okresu wskazują, że polaryzacja polityczna zmniejsza znaczenie gospodarki w decyzjach wyborczych

Głosowanie ekonomiczne to określenie zjawiska polegającego na tym, że wyborcy popierają urzędującego polityka w przypadku dobrej kondycji gospodarki, a jego przeciwnika w przypadku oceny negatywnej. Pojawia się jednak pytanie, czy wyborcy potrafią trafnie ocenić stan gospodarki oraz jak na zjawisko głosowania ekonomicznego wpływają inne czynniki, na przykład przynależność partyjna.

Badania pokazują, że choć to preferencje polityczne pozostają najsilniejszym predykatorem tego na kogo poszczególni wyborcy w końcu oddadzą swoje głosy, to ocena gospodarki ma znaczenie. By potwierdzić wpływ preferencji partyjnych na decyzje wyborcze skonstruowano niezależną od nich i obiektywną miarę percepcji gospodarczej. Do jej elementów zaliczono zmianę PKB w pierwszych trzech kwartałach roku wyborczego, zmianę wskaźnika cen konsumpcyjnych (CPI) w pierwszych trzech kwartałach roku wyborczego oraz zmianę indeksu S&P 500 od 31 grudnia roku poprzedzającego wybory do 31 października roku wyborczego. Ich miara zawiera również zmienne kontrolne. Zmiany tych wskaźników są silnie powiązane z subiektywnym postrzeganiem gospodarki przez wyborców. Im szybszy jest wzrost gospodarczy, tym mniej wyborców uważa, że stan gospodarki się pogarsza.

Podejmując decyzje wyborcze Amerykanie często większe znaczenie przypisują ogólnej kondycji gospodarki niż własnej sytuacji finansowej (sociotropic voting). W rezultacie wyborcy z USA, mimo pozytywnej własnej oceny finansów osobistych jako stabilnych, głosują przeciwko urzędującej administracji, jeśli negatywnie oceniają stan gospodarki narodowej.

Polaryzacja polityczna zmniejsza znaczenie wskaźników ekonomicznych w decyzjach wyborczych. Analiza wyników wyborów prezydenckich w USA w latach 1952–2016 pozwoliła badaczom dojść do tego wniosku, pokazując, że rosnące podziały polityczne osłabiają wpływ kondycji gospodarki na zachowania wyborcze. Oznacza to, że im bardziej ostry i intensywny jest spór pomiędzy głównymi aktorami politycznymi, tym mniejsze znaczenie w podejmowaniu decyzji ma to, jaki jest stan gospodarki państwa. W okresach mniejszej polaryzacji znaczenie głosowania ekonomicznego rośnie.

Polaryzacja zmniejsza tym samym zachęty dla urzędujących polityków do prowadzenia polityki gospodarczej przynoszącej powszechny dobrobyt. W zamian koncentrują się jedynie na zapewnieniu korzyści swojej grupie wyborców lub poszczególnym grupom interesów. To z kolei może prowadzić do zwiększenia nierówności społecznych czy osłabienia długoterminowego wzrostu gospodarczego.

Radosław Zyzik

Migracje są problemem głównie dla wyborców Republikanów

27 proc. Amerykanów uważa, że migracje są najpoważniejszym problemem USA

o 1,6 mln wzrosła r/r liczba imigrantów w Stanach Zjednoczonych w 2023 r.

10,9 mln imigrantów przybyło do USA z Meksyku w 2023 r.

Kwestia migracyjna nie tylko w Ameryce budzi silne emocje. Niezależnie od kraju, gdy zbliżają się kolejne wybory prezydenckie temat polityki migracyjnej odgrywa kluczową rolę. W USA ściera się twarda retoryka Donalda Trumpa, republikanina walczącego o reelekcję, który stawia na obronę granic i deportacje, z bardziej liberalnymi postulatami Kamali Harris, kandydatki Demokratów, która z kolei na swój kampanijny sztandar kładzie humanitaryzm i prawa człowieka. Jeszcze do niedawna to ta druga wizja była bliższa polityce migracyjnej Unii Europejskiej, ale po ostatnim szczycie w Brukseli trend wyraźnie się odwrócił. Obecnie w unijnej narracji dominuje sprawa bezpieczeństwa i ograniczania migracji nawet kosztem odsyłania migrantów do krajów pochodzenia.

Sprawa migracji jest czynnikiem najsilniej polaryzującym politycznie Amerykanów przez ostatnie 25 lat – podaje Instytut Gallupa. Instytut wskazuje, że 27 proc. Amerykanów twierdzi, że najważniejszym problemem, przed którym stoją obecnie Stany Zjednoczone, jest imigracja. W styczniu 2024 r. republikanie (48 proc.), znacznie częściej niż demokraci (8 proc.) i niezależni wyborcy (25 proc.), wymieniali imigrację jako najważniejszy problem USA.

W wyścigu o Biały Dom udział biorą nie tylko dwie wizje polityk migracyjnych, ale dwie wizje Ameryki. Donald Trump, ze strategią budowy muru na granicy z Meksykiem i zaostrzeniem przepisów migracyjnych, trafia zwłaszcza do wyborców tęskniących za wielką i silną Ameryką. Ale przekonuje również obawiających się wzrostu przestępczości i utraty miejsc pracy w wyniku migracji. Trump wykorzystuje kryzysy migracyjne (ostatnio w Wenezueli), aby uzasadnić swoją politykę, co sprawia, że jego podejście może wydawać się bardziej spójne dla jego zwolenników. Kamala Harris z kolei uosabia liberalną twarz Ameryki, dla której podstawowe wartości to prawa człowieka i różnorodność. Kandydatka, eksponując złożoność zjawiska migracji, promuje bardziej otwarte i humanitarne podejście, czym trafia do młodszych wyborców, których tożsamość kształtuje się bardziej indywidualnie, a nie na podstawie korzeni kulturowo-etnicznych.

Stany Zjednoczone, jako wymarzone miejsce emigrantów, wyprzedzają wszystkie inne kraje. Według World Migration Report 2024, Stany Zjednoczone są głównym celem międzynarodowych migrantów na całym świecie od ponad 50 lat. Z analiz Pew Research Center wynika, że w 2023 r. liczba imigrantów mieszkających w Stanach Zjednoczonych wzrosła o około 1,6 mln osób w porównaniu do 2022 r., co było najwyższym przyrostem od ponad dwóch dekad. Ogółem w 2023 r. w USA mieszkało 47,8 mln imigrantów (w tym naturalizowanych obywateli USA, legalnych stałych i tymczasowych rezydentów oraz nielegalnych imigrantów), co stanowiło 14,3 proc. całkowitej populacji USA. Do USA przybywają imigranci pochodzący z wielu miejsc, ale najczęściej krajami pochodzenia w 2023 r. były: Meksyk (10,9 mln), Indie (2,9 mln), Chiny (2,4 mln) i Filipiny (2,1 mln).

Katarzyna Zybertowicz

Mimo wysokiej inflacji nierówności dochodowe w USA nie wzrosły za prezydentury Joe Bidena

15,4 proc. wynosił realny skumulowany wzrost płac dla najbiedniejszych 10 proc. Amerykanów od 2020 r. i był to najwyższy wzrost ze wszystkich decyli dochodowych

dwukrotnie wyższy był skumulowany wzrost płac za prezydentury Donalda Trumpa niż skumulowana inflacja

ok. 19 proc. wynosiła skumulowana inflacja i skumulowany wzrost płac za prezydentury Joe Bidena

Rosnące ceny były dla Amerykanów większym problemem za kadencji Joe Bidena niż Donalda Trumpa. W lipcu 2022 r. inflacja osiągnęła 9,1 proc. i był to najwyższy poziom od czterech dekad. Skumulowana inflacja od początku 2021 r. do września 2024 r. wyniosła ok. 19 proc. i była na poziomie skumulowanego średniego wzrostu płac. Dla porównania, podczas kadencji Donalda Trumpa skumulowany wzrost płac wynosił 15,4 proc. i był dwa razy wyższy niż skumulowana inflacja (7,8 proc.). Należy jednak zaznaczyć, że w 2022 r. inflacja była wysoka niemal we wszystkich rozwiniętych krajach, a średnia OECD wynosiła tyle samo ile inflacja w USA.

Ze względu na brak rozwiniętego państwa opiekuńczego, Amerykanie odczuwają inflację mocniej niż Europejczycy. Jak wyjaśniała Annie Lowrey w 2020 r., czyli przed okresem wysokiej inflacji, ze względu na wysokie koszty usług, które w większości krajów europejskich są darmowe, jak opieka zdrowotna czy studia, 20 proc. Amerykanów miało problem z zapłatą rachunków w terminie, a 40 proc. miałoby trudności z jakimikolwiek nadliczbowymi wydatkami. Do „kryzysu dostępności cenowej”, jak Lowrey nazywa sytuację gospodarczą USA po kryzysie z 2008 r., w 2022 r. dołączył globalny kryzys inflacyjny, który spowodował wysokie koszty żywności czy paliwa wynikające m.in. z zerwania globalnego łańcucha dostaw. To przede wszystkim wysoka inflacja spowodowała, że przeciętny Amerykanin ocenia gospodarkę za prezydentury Donalda Trumpa lepiej niż za prezydentury Joe Bidena.

Zatrudnienie w amerykańskiej gospodarce szybko odbudowało się po pandemii COVID-19. Mimo że nawet 20 mln Amerykanów (ok. 15 proc. zatrudnionych) straciło pracę w 2020 r., dzięki programom rządowym, jak American Rescue Plan czy Child Tax Credit, już na początku 2022 r. amerykańska gospodarka zatrudniała więcej osób niż przed pandemią COVID-19. Sumaryczna pomoc rządowa w USA wyniosła ponad 25 proc. PKB z 2019 r., najwięcej ze wszystkich dużych gospodarek.

Pomimo wysokiej inflacji, za prezydentury Joe Bidena nierówności dochodowe i majątkowe w USA spadały. Kryzys inflacyjny zazwyczaj najmocniej uderza w najbiedniejszych obywateli, ale dla 10 proc. najbiedniejszych Amerykanów realne wynagrodzenie wzrosło od 2020 r. o 15,4 proc. i był to najwyższy wzrost wśród wszystkich grup decylowych. Wynikało to z połączenia wcześniej wspomnianych programów rządowych i dobrych warunków na rynku pracy. Nierówności dochodowe nieznacznie spadły również za prezydentury Donalda Trumpa. Natomiast nierówności majątkowe za prezydentury Donalda Trumpa nie zmieniły się, a za prezydentury Joe Bidena zmalały pierwszy raz od ponad 40 lat. Pomimo spadku w ostatnich latach, nierówności w USA są najwyższe wśród rozwiniętych krajów ze względu na wysoki wzrost w latach 1980-2010.

Tomasz Mądry

Amerykanie popierają rozwój energetyki jądrowej, ale stoi on pod znakiem zapytania

56 proc. Amerykanów opowiada się za dalszym rozwojem energetyki jądrowej

94 reaktory działały na terenie USA w 2023 r.

46 proc. wynosił udział energii jądrowej w niskoemisyjnej produkcji energii elektrycznej w USA w 2023 r.

Według sondażu przeprowadzonego przez Pew Research Center, 56 proc. Amerykanów popiera dalszy rozwój energetyki jądrowej w kraju. Temat energetyki jądrowej przechodzi bez echa w tegorocznej kampanii, ponieważ nie mobilizuje elektoratu – poparcie dla rozwoju atomu w latach 2016-2024 wynosiło pomiędzy 43 proc. a 56 proc. W tej kwestii Kamala Harris prezentuje bardziej jednoznaczne stanowisko niż Donald Trump. W niedawnym wywiadzie kandydat Republikanów ocenił energetykę jądrową jako „zbyt skomplikowaną i zbyt drogą”, choć jako prezydent USA w 2020 r. zatwierdził 1,35 mld USD na pierwszy w historii kraju projekt małych reaktorów modułowych (small modular reactor – SMR).

2,7 mld USD wynosi pula rządowego finansowania dla produkcji HALEU (high-assay low-enriched uranium), zatwierdzonego przez administrację Biden-Harris w październiku 2024 r. To nowa odmiana paliwa jądrowego, które tylko Chiny i Rosja produkują na większą skalę. Natomiast Waszyngton przyznał kontrakty dla czterech przedsiębiorstw w celu wsparcia krajowej produkcji. Wcześniej, w lipcu 2024 r. Prezydent Biden podpisał tzw. Advance Act, czyli ustawę mającą na celu przyspieszenie rozwoju energetyki jądrowej poprzez usprawnienie procedur wydawania pozwoleń. Wypowiedzi Harris nie wskazują na plany zmian w stosunku do projądrowej polityki Joe Bidena.

O 7 proc. zmniejszyła się moc zainstalowana amerykańskich elektrowni jądrowych w latach 2012-2022. Tempo likwidacji reaktorów przewyższa tempo, w jakim uruchamiane są nowe bloki. W ostatniej dekadzie pracę rozpoczęły tylko trzy nowe reaktory, podczas gdy trzy razy więcej zostało zamkniętych. Rola energetyki jądrowej w USA prawdopodobnie pozostanie znacząca w najbliższych latach – w 2023 r. odpowiadała ona za 19 proc. wyprodukowanej energii elektrycznej. Ponadto prognozy amerykańskiego Departamentu Energii wskazują, że możliwe jest osiągnięcie 200 GW mocy zainstalowanej w 2050 r. USA pozostają największym na świecie producentem energii elektrycznej z technologii jądrowych. Otwartą kwestią pozostaje jednak wpływ wyborów prezydenckich na dalszy rozwój projektów jądrowych w USA.

Marianna Sobkiewicz