Tygodnik Gospodarczy 08/2020, 27 lutego 2020 r.

Opublikowano: 27/02/2020

Spis treści

„Czymże więc jest czas?”

15 marca 1955 r. w Genewie zmarł inżynier Michele Besso. Kilka dni później rodzina otrzymała list z kondolencjami od bliskiego przyjaciela zmarłego. Kilkadziesiąt wersów wypełnionych drobnym, pochylonym w prawo, odręcznym pismem. Jedna kartka, która zmieściła świadectwo wieloletniej przyjaźni i intelektualnej zażyłości. Wśród osobistych refleksji znalazła się taka: „[Michele] kolejny raz mnie wyprzedził, tym razem w opuszczeniu tego dziwnego świata. Nie ma to jednak znaczenia. Dla ludzi takich jak my, wierzących w fizykę, granice między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością znaczą tyle, co uparta, głęboko zakorzeniona iluzja”. List napisał Albert Einstein, który niecałe pięć tygodni później podążył za swoim przyjacielem i opuścił ten dziwny świat. Od kiedy newtonowskie pojęcie czasu zostało zakwestionowane przez Einsteina, dyskusje fizyków o czasie wzbogaciły nowe wyzwania, np. w mechanice kwantowej. Jeżeli czas nie jest oczywisty i prosty, jak go potocznie rozumiemy, trudno się dziwić, że również ekonomiści mają z nim problemy. Mimo że czas jest przedmiotem wielu publikacji ważnych dla rozwoju myśli ekonomicznej (od metodologii modelowania, przez cykliczność gospodarki, modele decyzyjne, rozwój innowacji, oszczędności, aż po rozumienie czasu jako zasobu gospodarczego), to wciąż pojawiają się głosy, że ekonomiści powinni więcej pracy włożyć w zrozumienie istoty czasu, zwłaszcza jego względności i jej skutków zarówno dla teorii, jak i praktycznych aplikacji. Coraz częściej więc ekonomiści sięgają do innych nauk, by zrozumieć czas. Częstym źródłem zapożyczeń są nauki o poznaniu. Dzięki nim wiemy, że poza czasem odmierzanym zegarami, nasz mózg doświadcza również czasu odczuwanego, wyobrażonego. Daniel Kahneman, Dan Ariely, George Loewenstein i inni dowiedli, że na decyzje ekonomiczne wpływa to, ile mamy czasu na decyzję, jak oddalone od decyzji są jej konsekwencje, czy możemy doświadczyć trwania tego, co oceniamy, czy musimy sobie ten czas wyobrażać, czy czas trwania opcji jest pewny. Również historia gospodarki dowodzi zmienności i względności czasu. Przed rewolucją przemysłową nikt nie znał takich pojęć, jak weekend, urlop, a emerytury obowiązywały wyłącznie w armii. Zmiany gospodarcze zmieniły postrzeganie i wykorzystanie czasu. Pól inspiracji i refleksji nad ekonomicznością czasu lub czasowością ekonomii jest nieskończenie wiele. Dlatego dwa dni przed 29 lutego 2020 r. zapraszamy Czytelników „Tygodnika Gospodarczego PIE” do refleksji nad tym, jak różne czasowe nieregularności wpływają na gospodarkę i jak mierzą się z nimi analitycy. Następna taka okazja dopiero za 4 lata!

Paweł Śliwowski

Rok przestępny to… wyższe PKB!

Wzrost gospodarczy w 2020 r. w państwach Unii Europejskiej będzie wyższy ze względu na efekty kalendarzowe (liczbę dni roboczych). Komisja Europejska szacuje, że w 2020 r. wzrost PKB w strefie euro będzie o 0,2 pkt. proc. wyższy przez układ kalendarza (wykres 1). To 1/6 całkowitego wzrostu gospodarczego prognozowanego na ten rok (1,2 proc. r/r). Kalendarz będzie więc istotnym czynnikiem łagodzącym skutki globalnego spowolnienia gospodarczego.

Rok przestępny oraz rozłożenie świąt sprawia, że w 2020 r. będzie stosunkowo dużo dni roboczych. Z kolei liczba dni roboczych istotnie wpływa na aktywność gospodarczą, w szczególności w przemyśle. Przykładowo, w Polsce liczba dni roboczych w 2020 r. wyniesie 253 (wliczono 2 dodatkowe dni wolnego za święta wypadające w sobotę). Dla porównania, w 2019 r. wynosiła 251 (wykres 2). Co prawda, 29 lutego wypada w sobotę, ale o jeden dzień więcej przyczynia się do tego, że liczba dni roboczych w całym roku jest wyższa.

Szacujemy, że w przypadku Polski każdy dzień roboczy więcej oznacza o 0,14 proc. wyższe PKB. Ponieważ w 2020 r. liczba dni roboczych jest o 2 większa niż w 2019 r., pozytywny wpływ kalendarza na wzrost PKB szacujemy na prawie 0,3 pkt. proc. To około 1/10 prognozowanego wzrostu gospodarczego w tym roku. Są kraje, w których wpływ efektów kalendarzowych na PKB będzie nawet większy niż w Polsce. Przykładowo, w Niemczech wyniesie 0,4 pkt. proc., co oznacza, że prawie połowa przewidywanego wzrostu gospodarczego w tym kraju na 2020 r. (1,0 proc. r/r) wynika z większej liczby dni roboczych.

Obliczeń dla Polski dokonaliśmy z uwzględnieniem tego, że liczba dni roboczych ma zróżnicowany wpływ na PKB w zależności od sektora – znacznie większy w przemyśle, natomiast stosunkowo niewielki w usługach i rolnictwie. Z tego powodu podstawą do obliczeń była wartość PKB tworzona wyłącznie w trzech podsektorach najsilniej zależnych od liczby dni roboczych: produkcji przemysłowej, produkcji budowlano-montażowej oraz transporcie.

Czas pracy i formy zatrudnienia – jak zmienia się praca Polaków od 2000 r.?

Patrząc na średnią tygodniową długość czasu pracy w naszym kraju na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat można zauważyć tendencję spadkową (wykres 3). Gdy w 2000 r. średni tydzień pracy ogółem wynosił prawie 42 godziny, to w kolejnych latach ulegał stopniowemu skróceniu do ok. 39 i pół godziny w 2018 r. Chociaż tendencja spadkowa długości czasu pracy w Polsce generalnie dotyczy wszystkich sektorów gospodarczych, to jednak niezmiennie najdłuższy tydzień pracy pozostaje w przemyśle. Analizując tendencje spadkowe w ostatnich osiemnastu latach w podziale na poszczególne branże widać, że ta dynamika bywała jednak różna. Najciekawsza sytuacja dotyczy 2004 r., czyli okresu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Podczas gdy w sektorze przemysłowym i usługowym czas pracy zaczął się nieznacznie wydłużać, w sektorze rolniczym nastąpił gwałtowny spadek. Można przypuszczać, że ma on związek z efektem dopłat unijnych, które wraz z programami restrukturyzacji rolnictwa przyniosły tej branży wsparcie finansowe, jakiego nie miała nigdy wcześniej.

Poza zmianami długości czasu pracy, które można zaobserwować na przestrzeni lat, widoczne są na świecie także zmiany w samych formach pracy. Rozwój technologiczny, zwłaszcza w obszarze informacji i komunikacji, umożliwił wykonywanie pracy zdalnie. Nastąpił przełom w zakresie relacji pracodawcy z pracownikiem, co dało przestrzeń dla zupełnie nowych, bardziej elastycznych form zatrudnienia oraz wymiany usług i treści. Rośnie popularność tzw. pracy kontraktowej, która powoli wypiera jak dotąd dominującą pracę etatową. Wzrasta ogólna mobilność społeczeństwa, co także pociąga za sobą zmiany w formach zatrudnienia. Szczególnie „pokolenie Z” (tzw. „internetowa” generacja osób urodzonych w drugiej połowie lat 90. XX w. i na początku XXI w.) preferuje elastyczne formy zatrudnienia nastawione na pracę w formie zleceń i projektów. Coraz częściej mówi się o zjawisku gig economy, które sprzyja wzrostowi popularności kontraktowego zatrudniania tzw. wolnych strzelców.

Według raportu przygotowanego przez Boston Consulting Group. Henderson Institute, w gospodarce światowej przybywa pracy kontraktowej. We Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii dynamika podaży tej formy pracy przekracza średnie tempo wzrostu zatrudnienia. Jednak jako główne źródło dochodu traktuje ją zaledwie kilka proc. całkowitej liczby pracowników w krajach rozwiniętych (3,8 proc. średnia w 2017 r.) i ponad 10 proc. na tak zwanych rynkach wschodzących (wykres 4). W Polsce pracę kontraktową jako główne źródło dochodu traktuje zaledwie 3 proc. pracujących.

Natomiast rośnie w Polsce zainteresowanie elastycznymi formami pracy, chociaż nie sprzyja temu otoczenie prawne, zwłaszcza ograniczenia powodowane restrykcyjnym Kodeksem pracy. Z badań przeprowadzonych wśród kandydatów na pracowników na zlecenie ManpowerGroup – jednej z największych agencji pracy w Polsce – wynika, że liczba osób optujących za elastycznym modelem pracy w 2019 r. wynosiła 29 proc., podczas gdy w 2017 r. było to 18 proc. Z kolei w Indeksie Elastyczności Zatrudnienia 2018, mierzącym elastyczność umów o pracę regulowanych Kodeksem pracy, na 41 krajów UE i OECD Polska zajmuje 30. miejsce. Co ciekawe, w czołówce Indeksu znalazły się dwa kraje, do których Polacy migrują w celach zarobkowych: Wielka Brytania i Irlandia. Elastyczne formy pracy są efektem postępu technologicznego i idących za tym zmian koniunktury gospodarczej.

Kontraktowy sposób pracy oraz elastyczne formy zatrudnienia w porównaniu z pracą etatową dają pracownikowi korzyści w postaci relatywnie dużej autonomii w realizacji zadań. Gwarantują większą niezależność od pracodawcy i sytuacji w firmie. Praca w formie zleceń pozwala godzić np. studia z pracą lub pracę ze zobowiązaniami rodzinnymi (jak np. opieka nad dziećmi, osobami starszymi lub niepełnosprawnymi), jednak sam czas pracy często przekracza standardowy czas pracy na etacie i może wynosić więcej niż 45 godz. tygodniowo, a często nawet więcej niż 60 godz.

 

Rekordowe zapotrzebowanie na moc wypadnie w dniu przestępnym?

W 2018 r. największe zapotrzebowanie na moc w KSE przypadło na 28 lutego. W 2019 r. maksymalne zapotrzebowanie wystąpiło 25 stycznia i wyniosło 26,5 GW, tj. o 13 proc. więcej niż maksymalne zapotrzebowanie w 2005 r. W tym samym okresie letnie szczytowe zapotrzebowanie wzrosło o 27 proc., do 24,1 GW. W bieżącym roku, do 24 lutego, największe zapotrzebowanie w wysokości 25,3 GW wystąpiło 23 stycznia. Wzrasta szczytowe zapotrzebowanie zarówno zimą, jak i latem. W drugim przypadku wzrost ten zachodzi w szybszym tempie.

Zapotrzebowanie na moc wykazuje sezonowość. Warunki pogodowe związane z położeniem geograficznym, takie jak temperatura powietrza, wilgotność, siła wiatru, nasłonecznienie itp. wpływają na wielkość zużycia energii elektrycznej dla różnych grup odbiorców. W miesiącach zimowych zużywa się nawet o 30 proc. więcej energii niż w letnich. Ma to związek nie tylko z koniecznością dłuższego oświetlania pomieszczeń, ale i z bardziej intensywnym zużyciem ogrzewania elektrycznego.

Temperatura jest postrzegana jako czynnik o największym wpływie w prognozowaniu popytu na energię. Istniejące modele pozwalają opisywać zależność temperatury zewnętrznej i zapotrzebowania na moc w KSE. Wraz ze spadem temperatury o 1°C poniżej 15°C/16°C oszacowano wzrost zapotrzebowania na moc o 0,6 proc. w zależności liniowej. Powyżej punktu granicznego 15°C/16°C wzrost temperatury w ostatnich latach także prowadzi do wzrostu zapotrzebowania, wg modeli o 0,6 proc., ale nie w zależności liniowej, bo powyżej 18°C wzrost zapotrzebowania wzrasta już o 0,7 proc.

Zapotrzebowanie na energię zależy także od charakterystyki danego dnia (dzień wolny, dzień roboczy). W weekendy i dni świąteczne zakłady przemysłowe w Polsce zazwyczaj nie pracują, stąd zapotrzebowanie między dniem roboczym a weekendem jest różne. Przykładowo, różnica między zużyciem energii w środę 08.01.2020 r. i niedzielę 12.01.2020 r. wynosiła ok. 30 proc. W tym roku dzień przestępny wypada w sobotę, i mimo że wyjątkowy, to jednak mało prawdopodobne, że będzie to rekordowy dzień dla energetyki.

Efekt kalendarzowy w gospodarce: świętowanie Nowego Roku w Chinach

Świętowanie Nowego Roku jest szczególnie długie w Chinach, w których jest on uznawany za najważniejsze święto. Chiński Nowy Rok jest związany z fazami księżyca i przypada przeważnie na przełomie stycznia i lutego. Choć święto łączy się oficjalnie z siedmioma dniami przerwy w pracy, w praktyce oznacza przestój w gospodarce rozciągający się do trzech tygodni. Świętowanie lunarnego Nowego Roku wpływa na poziom konsumpcji, produkcji i inne zachowania ekonomiczne nie tylko w Chinach, lecz także w innych krajach ze znaczącym odsetkiem ludności chińskiej, a ze względu na kluczową rolę Chin w globalnych łańcuchach dostaw oddziałuje także na wymianę handlową na całym świecie.

Badania pokazują, że efekt kalendarzowy wpływa na statystyki dotyczące gospodarki chińskiej, a gdy chiński Nowy Rok przypada w drugiej połowie lutego, jego efekty widoczne są jeszcze w statystykach marcowych. Opracowanie australijskiego banku centralnego wskazuje, że istotnie wpływa on m.in. na zapotrzebowanie na energię, import, inflację i eksport z Chin. Efekt chińskiego Nowego Roku widoczny jest także na azjatyckich giełdach i działa analogicznie jak tzw. „efekt stycznia” w krajach, w których styczeń jest pierwszym miesiącem roku, a więc prowadzi do okresowego obniżenia notowań papierów wartościowych przed Nowym Rokiem i wzrostu ich wartości po Nowym Roku.

Chiński Nowy Rok jest również okresem gigantycznych migracji. Szacuje się, że w związku z nim notuje się ponad 3 mld podróży. Migracje robotników i związany z nimi zastój w produkcji w okresie Nowego Roku są zjawiskami wpisanym w plany biznesowe firm importujących towary z Chin, które gromadzą zapasy w ostatnich miesiącach starego roku. Zjawisko to widoczne jest w statystyce handlowej Chińskiej Republiki Ludowej: chiński eksport znacząco rośnie w grudniu i maleje na przełomie stycznia i w lutego w zależności od terminu lunarnego Nowego Roku. Zgromadzone w grudniu w związku z chińskim Nowym Roskiem zapasy pozwoliły w 2020 r. na ograniczenie i odsunięcie w czasie konsekwencji ekonomicznych epidemii koronawirusa. Mimo wydłużającej się z powodu epidemii przerwy w produkcji w Chinach, przedsiębiorstwa w innych częściach świata mogły kontynuować produkcję w oparciu o zasoby zgromadzone w grudniu.

Święta są ważne dla gospodarki również jako okres konsumpcji. Przerwa w czasie obchodów chińskiego Nowego Roku ma duże znaczenie dla zwiększenia konsumpcji wewnętrznej, która w zamyśle Pekinu ma stać się motorem chińskiej gospodarki borykającej się z problemem zadłużenia. Ożywienie następuje miedzy innymi w sektorze nieruchomości, dla którego Nowy Rok jest tradycyjnie czasem decyzji podejmowanych przez wielu nowych nabywców decydujących się na finalizację zakupu. Zmniejszenie konsumpcji podczas tegorocznego lunarnego Nowego Roku może pogłębić problemy gospodarcze Chin i utrudnić realizację strategii pobudzenia popytu wewnętrznego.

Problemy z rokiem przestępnym

Pełny obrót ziemi po elipsie dookoła słońca zajmuje równo 365,2422 dnia. Dlatego od czasów starożytnych w kalendarzu występują lata przestępne, w których liczba dni w roku wynosi 366, a nie 365. Dodatkowy dzień w roku jest jednak źródłem licznych błędów i nieporozumień, znanych pod nazwą leap year bugs.

Z początku wyzwaniem było samo wyliczenie tego, który rok ma być przestępny, a który nie. Jeszcze za życia twórcy pierwszego kalendarza uwzględniającego lata przestępne – Juliusza Cezara – zaczęto je błędnie wyliczać co 3, a nie co 4 lata, co spowodowało konieczność korekty. Dodawanie jednego dnia dokładnie co 4 lata powodowało jednak, że raz na 128 lat w kalendarzu pojawiał się nadmiarowy dzień. Dlatego też w 1582 r. Papież Grzegorz XIII przyjął kalendarz pomijający dni przestępne w latach dzielących się przez 100, a niedzielących się przez 400 (czyli dotychczas w 1700, 1800 i 1900 roku) oraz usuwający jednorazowo nadmiarowe 10 dni. Rzeczpospolita Obojga Narodów była jednym z pierwszych krajów na świecie korzystających z kalendarza gregoriańskiego.

Kraje prawosławne pozostały przy starym kalendarzu do początku XX w., a rozbieżność dat między wschodem i zachodem Europy doprowadzała do takich pomyłek, jak np. spóźnienie się reprezentacji Rosji na Igrzyska Olimpijskie w 1908 r. o 12 dni.

Obecnie pomyłki nie dotyczą rozbieżności między kalendarzami, a błędów systemów informatycznych związanych z występowaniem dodatkowego dnia. Przykładowo, rankiem 29 lutego 2016 r., w wyniku błędu systemu obsługującego transport bagaży na lotnisku w Dusseldorfie, 1200 walizek nie zostało dostarczonych na pokład samolotów. 29 lutego 2012 r. awarii uległa chmura Microsoft Azure, uniemożliwiając tysiącom użytkowników dostęp do swoich dokumentów. 31 grudnia 1996 r. komputery w hucie aluminium w Tiwai Pt (Nowa Zelandia) zatrzymały produkcję, ponieważ nie przyjmowały do wiadomości występowania 366 dni w roku.

Drobna usterka systemu informatycznego może prowadzić do wielomilionowych strat dla dostawców usług i korzystających z ich rozwiązań firm. Wraz z podporządkowywaniem kolejnych sfer życia i gospodarki systemom komputerowym i automatyzacyjnym, stajemy się więc zarazem bardziej podatni na błędy tychże systemów – często proste i błahe. Usterka kalendarza w kasach fiskalnych popularnej polskiej marki doprowadziła do paraliżu małych biznesów w pierwszych dniach stycznia tego roku. 29 lutego będzie pracowitym dniem dla informatyków, czuwających nad niezawodnością zarządzanych przez siebie systemów.