Tygodnik Gospodarczy 26/2021, 1 lipca 2021 r.

Opublikowano: 01/07/2021

Spis treści

Quo vadis polski atomie?

Według Polityki Energetycznej Polski 2040 (PEP2040) oraz Programu polskiej energetyki jądrowej, energetyka jądrowa ma być istotnym elementem polskiej transformacji energetycznej. Do 2043 r. plany zakładają wybudowanie 6 bloków o łącznej mocy od 6 GW do 9 GW, z czego 4 z nich o łącznej mocy przynajmniej 3,9 GW mają zostać uruchomione przed 2040 r . Przekładać się to będzie na ok. 16 proc. produkcji energii elektrycznej netto w 2040 r.

Według wstępnych szacunków, koszt budowy bloków jądrowych do 2040 r. wyniesie ok. 105 mld PLN z blisko 350 mld PLN przeznaczonych w PEP2040 na nowe moce wytwórcze. Ostateczne koszty zależą jednak w dużym stopniu od wyboru partnera przy budowie elektrowni. Obecnie wśród oferentów technologii rozpatrywane są spółki z Korei Płd., Francji i USA. Według obecnych zapowiedzi pełnomocnika rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej, ostateczny wybór oferenta technologii ma nastąpić na przełomie lat 2021 i 2022, a budowa pierwszego bloku ma rozpocząć się w 2026 r.

Budowa dużych reaktorów nie jest jedynym planowanym w Polsce działaniem. 29 czerwca 2021 r. prezes grupy Orlen poinformował o podpisaniu umowy ramowej ze spółką Synthos, dotyczącej współpracy przy wdrażaniu technologii małych i mikroreaktorów jądrowych.

Energetyka jądrowa pozostaje nadal istotna w UE. W 2019 r. w 13 krajach znajdowało się 106 reaktorów, które łącznie wyprodukowały 765 GWh energii elektrycznej (26 proc. całej produkcji unijnej). Ponad połowa (52 proc.) przypadała na Francję, dla której energetyka jądrowa stanowi blisko 70 proc. produkcji. Jednocześnie jednak, mimo pozytywnej rekomendacji ekspertów z JRC, nadal nie ma ostatecznej decyzji organów Unii Europejskiej, czy zostanie ona włączona do katalogu „zielonych źródeł energii”.

Adam Juszczak

Ruszyło wdrażanie europejskiego planu odbudowy po pandemii

W poniedziałek 28 czerwca Komisja Europejska poinformowała o uruchomieniu pierwszych płatności w ramach Next Generation EU. Również w czerwcu Komisja pozyskała na rynkach finansowych 35 mld EUR na działania antykryzysowe. Oficjalnie ogłoszono także akceptację 12 krajowych planów odbudowy. Oznacza to, że po wielu miesiącach negocjacji, uzgodnień i przygotowań technicznych, Unia rozpoczęła realne wdrażanie największego w swojej historii planu gospodarczego, który ma pomóc krajom członkowskim wyjść z recesji wywołanej pandemią oraz stworzyć gospodarki i społeczeństwa zdolne radzić sobie z wyzwaniami klimatycznymi i transformacją cyfrową.

Pierwsze środki, w wysokości 800 mln EUR, trafiły w ramach inicjatywy REACT-EU do 41 programów krajowych i regionalnych w 16 państwach członkowskich, w tym do Polski. REACT-EU to rodzaj finansowania pomostowego, integrującego elastyczne finansowanie dla europejskich obszarów dotkniętych skutkami pandemii ze wspólnotowymi politykami rozwoju w ramach Polityki Spójności. W odróżnieniu od standardowych instrumentów unijnych, środki REACT-EU dają większą elastyczność instytucjom krajowym w podziale alokacji, umożliwiają dofinansowanie regionów bez kategorii rozwojowych uzależnionych od poziomu PKB czy sztywnych ram tematycznych. Możliwe jest dofinansowanie do 100 proc. wartości projektów, a także refinansowanie części wydatków poniesionych od początku pandemii.

Przelew środków był możliwy dzięki temu, że na początku czerwca ostatecznie ogłoszono ratyfikację nowych regulacji dotyczących zasobów własnych przez wszystkie państwa członkowskie. Pozwoliło to Komisji Europejskiej rozpocząć pozyskiwanie kapitału na rynkach. W dwóch bezprecedensowych turach (15 i 29 czerwca), w ramach największych w historii Unii emisji instytucjonalnych obligacji, Komisja pozyskała łącznie 35 mld EUR. Obligacje emitowane w różnych seriach mają zapadalność od 2026 r., a nawet do 2051 r. Instrumenty cieszyły się dużym zainteresowaniem instytucji finansowych – zapisy na poszczególne serie przekraczały dostępny wolumen nawet jedenastokrotnie. Do końca tego roku Komisja chce pozyskać na rynkach 80 mld EUR.

Poza tym historycznym pozyskaniem finansowania, Komisja Europejska ogłosiła akceptację 12 krajowych programów odbudowy. Zielone światło na realizację programów grantowych wartych łącznie ponad 250 mld EUR otrzymały: Francja, Belgia, Włochy, Niemcy, Łotwa, Słowacja, Austria, Portugalia, Hiszpania, Grecja, Dania i Luksemburg. Największe środki trafią do Hiszpanii, Włoch i Francji. Państwa z niższymi alokacjami (Luksemburg, Austria, Dania) zdecydowaną większość środków planują przeznaczyć na inwestycje realizujące cele klimatyczne.

Paweł Śliwowski

Mija 10 lat Umowy o wolnym handlu UE-Korea Płd. – znaczenie dla Polski

Umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Koreą Południową tylko w ograniczonym zakresie przyczyniła się do wzrostu polsko-koreańskiej wymiany handlowej. Na handel ten miały wpływ przede wszystkim inne czynniki, m.in. duże zaangażowanie inwestycyjne koreańskich firm w Polsce, czynniki rynkowe, stale obowiązujące różnego rodzaju bariery pozataryfowe, w tym normy sanitarne i fitosanitarne, duża odległość czy różnice kulturowe między obu krajami.

Polsko-koreański handel cechuje systematycznie rosnący deficyt, którego wartość w 2020 r. wyniosła 4,8 mld EUR. W 2020 r. w Korei Płd. sprzedano polskie towary o wartości 649 mln EUR, podczas gdy wartość dostaw do Polski wyniosła 5414 mln EUR. Od 2010 r. polski eksport rósł co prawda czterokrotnie szybciej niż import (o 210 proc. wobec wzrostu wartości importu o 47 proc.), ale było to wynikiem niskiej bazy.

Udział Korei Płd. w polskim eksporcie towarów pozostaje marginalny – w 2020 r. wyniósł zaledwie 0,27 proc., choć od 2010 r. wzrósł o 0,1 pkt. proc. Natomiast udział Korei Płd. w imporcie jest 10-krotnie wyższy i wyniósł w 2020 r. 2,4 proc. (czyli o 0,35 pkt. proc. mniej niż w 2010 r.). Oznacza to, że import z Korei Płd. rósł wolniej niż wartość importu z innych kierunków.

Liberalizacja ceł na mocy umowy przyczyniła się w latach 2011-2020 do wyraźnego wzrostu polskiego eksportu tylko niektórych produktów. Były to m.in. leki, wyroby ceramiczne, ostrza do maszynek do golenia, elektryczne golarki i maszynki do strzyżenia (cła na te produkty zniesiono z dniem wejścia umowy w życie), skrobie i piwo (przewidziano stopniowe znoszenie ceł) oraz ser mozzarella (bezcłowy przywóz do Korei w ramach kontyngentu). Wzrósł również eksport produktów, które w przywozie do Korei Płd. już przed wejściem umowy w życie korzystały z bezcłowego przywozu, m.in. mebli, aparatów słuchowych czy przekształtników. To sugeruje działanie także innych niż liberalizacja czynników wzrostu handlu.

Wysoki import z Korei Płd. był kształtowany prawie wyłącznie przez koreańskich inwestorów w Polsce, a umowa UE-Korea Płd. miała na dostawy do Polski niewielki wpływ. Przykładem importu generowanego przez inwestycje jest import części do baterii litowo- -jonowych, wykorzystywanych do produkcji baterii w koreańskiej fabryce LG w Kobierzycach pod Wrocławiem. W 2020 r. sprowadzono części o wartości 628 mln EUR (ponad 3/4 całego polskiego importu tych części spoza UE), podczas gdy w 2015 r. nie notowano dostaw takich towarów z Korei Płd.

Polscy przedsiębiorcy nie wykorzystują jeszcze w pełni możliwości wzrostu eksportu na rynek koreański, tworzonych przez umowę, która weszła w życie 10 lat temu. W 2019 r. z preferencji celnych w polskim eksporcie do Korei Płd. korzystało zaledwie 57 proc. towarów, które były do tego uprawnione (dla porównania średnia dla UE wyniosła 80 proc.). Zerowe stawki celne w dostępie do rynku koreańskiego nie są gwarancją sukcesu. Ciągle bowiem obowiązuje wiele norm pozataryfowych, które polscy przedsiębiorcy muszą spełnić, aby móc sprzedawać na tym rynku. Do tego dochodzi także wysoki poziom wymagań miejscowych konsumentów, słaba rozpoznawalność polskiej marki czy też duża odległość geograficzna.

Łukasz Ambroziak

Handel hurtowy bardziej odporny niż detaliczny w czasie pandemii

Handel hurtowy przetrwał pandemię w lepszej kondycji niż handel detaliczny. Według danych GUS, w czerwcu 2021 r. wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury dla handlu hurtowego był korzystniejszy (plus 9,7 pkt.) niż dla detalu (plus 0,6 pkt.), przy czym oba wskaźniki uległy poprawie w porównaniu z majem br. Korzystne zmiany wynikają przede wszystkim z „luzowania” obostrzeń związanych z pandemią COVID-19, pozwalającego na poprawę warunków funkcjonowania przedsiębiorstw i zwiększającego szanse na wzrost sprzedaży.

W pierwszych 5 miesiącach 2021 r. sprzedaż w handlu hurtowym wykazywała wyższą dynamikę wzrostu niż w handlu detalicznym r/r. (wykres 4). W styczniu i lutym wzrostom sprzedaży hurtowej odpowiednio o 4,4 proc. i 7,6 proc. towarzyszyły spadki sprzedaży handlu detalicznego (odpowiednio o 6 proc. i 2,7 proc.). W kolejnych miesiącach duże wzrosty wystąpiły zarówno w przypadku handlu hurtowego, jak i detalicznego, ale wyższe hurtowego. Tak wysokie dynamiki to efekt niskiej bazy. W kwietniu i maju 2020 r. zanotowano głębokie spadki sprzedaży handlu hurtowego i detalicznego, a detalicznego także w marcu, w wyniku I fali pandemii. Jeśli uwzględni się zmiany podczas dwóch lat (2019 do 2021), to również znacznie wyższa dynamika sprzedaży miała miejsce w handlu hurtowym niż w detalicznym. W okresie od marca do maja 2021 r. wystąpiły znaczne wzrosty sprzedaży w stosunku do analogicznych miesięcy 2019 r., z wyjątkiem sprzedaży detalicznej w kwietniu, która zmniejszyła się o 2,7 proc. W miesiącu tym wystąpił bowiem szczyt III fali pandemii.

Firmy handlowe uzyskują wysoką dynamikę wzrostu sprzedaży, mimo że mierzą się z różnymi barierami w prowadzeniu bieżącej działalności. Na pierwszym miejscu wymieniają trudności związane z niepewnością ogólnej sytuacji gospodarczej. W czerwcu br. wskazało tak 59,8 proc. firm hurtowych oraz 58,5 proc. firm detalicznych (wykres 5). W hurcie dotkliwie odczuwane są utrudnienia wynikające z niejasnych, niespójnych i niestabilnych przepisów prawnych (51,5 proc. wskazań). Problemem są też trudności w rozrachunkach z kontrahentami (26,4 proc. wypowiedzi) i niedostateczny popyt (39,1 proc.), mimo dynamicznego wzrostu sprzedaży hurtowej w ostatnich miesiącach. Dla firm detalicznych dotkliwy okazał się wzrost kosztów zatrudnienia (58,3 proc. wskazań wobec 39,8 proc. w hurcie).

Wskazywany przez 18 proc. firm detalicznych niedobór zatrudnienia oraz wzrost kosztów zatrudnienia przez blisko 60 proc. firm detalicznych i 40 proc. hurtowych wynika z konieczności odbudowania zasobów kadrowych po okresie hibernacji lub całkowitego zamknięcia jednostek handlowych. Poprzedni pracownicy w czasie pandemii często podjęli już inne zatrudnienie w branżach, które nie notowały spadków. W efekcie na rynku obserwuje się silną konkurencję i podwyższanie stawek dla pracowników handlu. Stanowi to duże wyzwanie dla mikro- i małych firm detalicznych i hurtowych, będących w trudniejszej sytuacji ekonomicznej niż duże przedsiębiorstwa.

Na lepszą kondycję handlu hurtowego niż handlu detalicznego złożyło się wiele czynników. Przedsiębiorstwa hurtowe korzystają z możliwości sprzedaży do firm z innych sektorów gospodarki (np. restauracje, hotele), które wznowiły działalność po lockdownie. W mniejszym stopniu niż firmy detaliczne odczuwają też barierę kosztów zatrudnienia z uwagi na większe możliwości zmechanizowania i zautomatyzowania procesów handlowych.

 

Urszula Kłosiewicz-Górecka

Pandemia utrwali zmiany w organizacji EURO

Organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej towarzyszy duży wysiłek ekonomiczny związany np. z budową stadionów czy rozwojem infrastruktury. Eksperyment z organizacją mistrzostw w wielu miastach europejskich pozwala ograniczyć ryzyko dla finansów publicznych i koniunktury kraju będącego gospodarzem. Dlatego też dość prawdopodobne będzie jego powtórzenie przy kolejnych edycjach turnieju i to mimo trudności logistycznych oraz niechęci ze strony UEFA.

Organizatorzy imprez sportowych oczekują silnego wzrostu turystyki w kolejnych latach po wydarzeniu oraz przyciągania kolejnych inwestycji w następstwie rozwiniętej infrastruktury. Prognozy korzyści płynących z turystyki były jednak wielokrotnie przeszacowane, np. podczas mundialu w 2002 r. w Korei i Japonii oraz w 2010 r. w Republice Południowej Afryki. Błędów nie ustrzegli się również polscy ekonomiści podczas EURO 2012 – zakładany wzrost liczby turystów o ponad 700 tys. osób, według danych GUS, został osiągnięty dopiero w 2018 r.

Badania ekonomiczne kontestują także wpływ imprez na długotrwałe perspektywy wzrostu gospodarczego. O ile Niemcy dalej szybko rozwijały się po mundialu w 2006 r., to późniejsi organizatorzy mistrzostw (RPA, Brazylia oraz Francja) znaleźli się w stagnacji. Dużym zagrożeniem dla koniunktury gospodarczej jest też proces komasacji inwestycji budowlanych w okresie bezpośrednio poprzedzającym imprezę sportową. W Polsce prowadził on do zwiększonej liczby upadłości firm budowlanych po turnieju w 2012 r.

Niepewne przychody oraz duże koszty prawdopodobnie będą zniechęcać rządy państw europejskich do samodzielnego organizowania turniejów. Imprezy piłkarskie potrafią podnieść zadłużenie finansów publicznych na wiele lat, co pokazuje przykład greckiego EURO z 2004 r. Tymczasem w następstwie pandemii dług publiczny w krajach o silnych tradycjach piłkarskich już obecnie znajduje się na bardzo wysokich poziomach – w Hiszpanii czy Włoszech wynosi odpowiednio ok. 115 proc. i 160 proc. PKB, podobne wielkości raportuje Francja (115 proc.). Nieco lepiej radzą sobie Wielka Brytania (85 proc.) i Niemcy (70 proc.). Rządy tych państw prawdopodobnie nie będą skłonne akceptować wysokiego ryzyka dalszego wzrostu długu, co może wymusić zmianę formuły wielkich imprez.

Jakub Rybacki

Behawioralny zwrot w ONZ

21 czerwca 2021 r. zostały opublikowane wytyczne Sekretarza Generalnego ONZ dotyczące wykorzystywania nauk behawioralnych, w tym ekonomii behawioralnej, w działaniach organizacji, w szczególności w procesie realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. W dokumencie można przeczytać, że będą one wykorzystywane m.in. do projektowania nowych i usprawniania istniejących rozwiązań, ulepszenia komunikacji, poprawy działania ONZ poprzez zmniejszenie liczby czynników obniżających efektywność organizacji.

Poszczególne jednostki i agencje zachęcane są do: identyfikacji praktyk, programów i polityk, które mogą najwięcej zyskać dzięki naukom behawioralnym; (włączania ich do głównego nurtu realizowanej polityki; wzmocnienia wewnętrznego potencjału, tak kadrowego jak i instytucjonalnego, pozwalającego na zrozumienie czym jest i czym może skutkować przyjęcie perspektywy behawioralnej; poszukiwania i nawiązywania kontaktów z naukowcami, rządami i praktykami mającymi wspomóc cały system ONZ.

To duża zmiana. Nauki behawioralne mają stać się jednym z podstawowych narzędzi w systemie instytucjonalnym ONZ. Dotychczas były stosowane przez 25 instytucji powiązanych z ONZ, ale brakowało koordynacji i wspólnych wytycznych ułatwiających wymianę doświadczeń i proces uczenia się. Chociaż od 2016 r., czyli od momentu opublikowania raportu pt. Behavioural Insights at the United Nations. Achieving Agenda 2030, budowanie zasobów potrzebnych do tego celu nabrało tempa. Np. w ramach UNICEF w projektowanie rozwiązań opartych m.in. o rozwiązania behawioralne zaangażowanych jest ponad 400 osób.

ONZ nie jest osamotnione w tej inicjatywie. OECD w 2018 r. zidentyfikowała 202 instytucje zaangażowane w wykorzystanie nauk behawioralnych w projektowanie i wdrażanie polityk publicznych. Z kolei w innym badaniu przeprowadzonym w latach 2019- 2020 zidentyfikowano ponad 600 zespołów z 51 państw. Najwięcej zespołów, organizacji i firm zlokalizowanych jest w USA (242), Wielkiej Brytanii (92), Holandii (31) i Australii (26), ale np. za naszą zachodnią granicą działa już 10 zespołów.

Razem z wytycznymi ONZ opublikowała raport, w którym można odnaleźć katalog udanych interwencji behawioralnych. Wśród zamieszczonych tam przykładów wymieniona jest Polska i badania randomizowane przeprowadzone w 2016 r.

W Polsce zespół z Banku Światowego testował różne komunikaty przypominające o konieczności zapłaty zaległego podatku. W badaniu, w którym udział wzięło prawie 150 tys. podatników, testowano różne formy przypomnień: klasyczne, odwołujące się do norm społecznych, dobra wspólnego, ostrzeżeń czy zawierające stwierdzenia o przeoczeniu ze strony podatników. Jeśli pismo o największej skuteczności zostałoby wysłane do wszystkich podatników biorących udział w badaniu, to dodatkowe przychody byłyby 28 razy większe niż koszt ich wysyłki a badanie wygenerowałoby przychód dla budżetu w wysokości 88 741 023 PLN.

Wytyczne Sekretarza Generalnego ONZ stanowią punkt zwrotny. Nauki behawioralne nie mają być jedynie dodatkiem do istniejących narzędzi i sposobów realizacji programów i polityk, ale mają zostać włączone w metodologię działania organizacji, a ONZ ma stworzyć warunki wspierające ich stosowanie w realizacji wszystkich z siedemnastu Celów Zrównoważonego Rozwoju.

Radosław Zyzik

Recenzja: I. Gagliardone, China, Africa, and the Future of the Internet, Zed Books, 2019

Chiny nie promują w Afryce aktywnie swojego modelu funkcjonowania internetu, a dostarczane przez Państwo Środka technologie nie wydają się prowadzić do wzrostu autorytarnych tendencji – tak twierdzi autor książki Iginio Gagliardone. Współpraca z analizowanymi w książce państwami afrykańskimi pokazuje elastyczność Chin w podejściu do każdego z nich. Główną ideą, którą promuje Państwo Środka na arenie międzynarodowej, jest „suwerenny internet”. Być może za elastycznym podejściem Chin w „nadbudowie” internetu stoi marksistowska myśl o materialno-technologicznej bazie, która pozwoli wpłynąć na zmianę idei internetu i jego oddziaływania na społeczeństwo.

Książka pracującego na Uniwersytecie Witwatersrand w RPA oraz na Uniwersytecie Oksfordzkim Gagliardone składa się z sześciu rozdziałów. W pierwszym pt. China and the shaping of Africa’s information societes autor opisuje, na czym polega problem z obecną narracją nt. rozwoju technologii ICT przez Chiny na świecie oraz czym jest metoda technopolityczna, za pomocą której analizuje relacje Chin z dwoma demokratycznymi (Kenia, Ghana) i dwoma autorytarnymi (Etiopia, Ruanda) państwami. Drugi rozdział zawiera charakterystykę chińskich inwestycji na kontynencie, wsparcie oraz ekspansję mediów, a także zarysowuje główne procesy stojące za zaangażowaniem Chin w Afryce. Rozdział trzeci traktuje o chińskim zaangażowaniu inwestycyjnym w ICT w czterech ww. państwach. W czwartym rozdziale widzimy zarys tego, czym jest chiński model internetu, czym jest idea „suwerennego internetu” oraz w jaki sposób Chiny starają się komunikować swoje działania w tych dziedzinach. W rozdziale piątym autor opisuje, jaki wpływ na sieć i przepisy ograniczające wolność w państwach rozwijających miało związanie kwestii bezpieczeństwa z rozwojem (securitization of development), jak wpłynęła na to antyterrorystyczna agenda prowadzona głównie przez Stany Zjednoczone w wyniku przełomu politycznego, jaki nastąpił po atakach na World Trade Center oraz w jaki sposób wpłynęło to na społeczeństwo obywatelskie. Rozdział szósty jest podsumowaniem całej książki.

Przewodnim wątkiem książki jest współpraca inwestycyjna Chin z państwami Afryki w dziedzinie ICT. To, co charakterystyczne dla tej współpracy, to elastyczność Chin w podejściu do poszczególnych państw i ich wymagań dotyczących inwestycji oraz przeznaczanie znacznych pożyczek i pomocy inwestycyjnych bezpośrednio państwom, a nie prywatnym firmom czy organizacjom pozarządowym. Nie jest to jednak zaangażowanie przedstawiane jako pułapka na dług (debt trap) wciągająca państwa afrykańskie w niekończące się gospodarcze zależności bez wyjścia. Gagliardone wielokrotnie podkreśla, że Chiny nie forsują swojej agendy politycznej wraz z realizowanymi inwestycjami. Jest jednak oczywiste, że nie jest to pomoc bezinteresowna. Cytowani afrykańscy eksperci i decydenci kilkukrotnie wspominają, że wiedzą o tym, iż są dla Chińczyków nowym rynkiem zbytu czy po prostu terenem eksperymentalnym, na którym mogą oni rozwijać i testować swoje technologie. Nie zmienia to jednak faktu, że pomoc finansową na tego rodzaju inwestycje technologiczne, jak rozwój infrastruktury ICT czy konstrukcja i wyniesienie satelity komunikacyjnego w przestrzeń kosmiczną, państwa afrykańskie – czy też szerzej państwa rozwijające się – mogą otrzymać przede wszystkim z Chin. Programy pomocowe z UE czy ze Stanów Zjednoczonych są bowiem w przeważającej części skierowane do podmiotów prywatnych bądź trzeciego sektora, które, jak również podkreślali decydenci i eksperci, czy to z przyczyn ekonomicznych, czy politycznych nie są w stanie dostarczyć usług na odpowiednim poziomie. Książka daje również ciekawy wgląd w rozwój technologii ICT afrykańskich państw. Możemy dowiedzieć się o tym, że w latach 2009-2011 Kenia podłączyła do swojego wybrzeża cztery podwodne kable światłowodowe. Ghana była jednym z pierwszych państw w Afryce, które rozwinęły strategię Narodowej Infrastruktury Informacyjnej i Komunikacyjnej. W Ruandzie za rozwój projektów ICT odpowiedzialni byli przede wszystkim technokraci, natomiast w Etiopii byli to politycy, którzy widzieli w technologiach ICT narzędzia pozwalające sprawniej rządzić.

Szeroko opisana została również kwestia narracji dotycząca chińskiego modelu internetu i jego potencjalnego eksportowania do innych państw. Chiński internet i nowoczesne technologie produkowane przez Państwo Środka są zazwyczaj prezentowane jako źródło potencjalnych kłopotów dla ich użytkowników związanych ze szpiegostwem, ograniczaniem wolności czy wspieraniem autorytarnych rozwiązań. Jak jednak pokazuje Gagliardone, nic nie jest tak proste, jak jest zazwyczaj prezentowane. Według niego, prezentowanie inwestycji chińskich jako opartych na pułapce zadłużenia (debt trap) dla krajów pożyczających czy też analizowanie wewnętrznych chińskich rozwiązań przez pryzmat podziału na demokracje i reżimy autorytarne może być zgubne. Autor stara się pokazać, że w Chinach wraz z dużym naciskiem na utrzymanie stabilności społecznej w ramach funkcjonowania internetu, możliwe są również duże zmiany wywołane przez naciski oburzonych użytkowników sieci (jak miało to miejsce m.in. po tym, gdy zamordowany został pochodzący ze wsi 27-letni student, a jego śmierć stała się symbolem klasowego podziału przebiegającego na linii miasto-wieś. Wkrótce potem z inicjatywy ówczesnego premiera Wen Jiabao zlikwidowano przepisy uderzające w migrantów wiejskich, a dodatkowo uruchomiono programy społeczne mające pomóc im w aklimatyzacji w miastach). Nie zmienia to jednak faktu, że władza w Chinach jest bardzo wrażliwa na możliwości wybuchu niepokojów społecznych. Autorzy wiadomości na jednym z chińskim portali społecznościowych, które zawierały nieprawdziwe informacje, mogli trafić do więzienia nawet na trzy lata. Innym przykładem ograniczania swobody funkcjonowania w sieci jest technologia Wielkiej Zapory Sieciowej (Great Firewall) blokującej dostęp do zagranicznych serwisów i filtrująca sieciowe połączenia międzynarodowe. W książce przedstawiony został również „suwerenny internet” jako jedna z głównych idei propagowanych przez Chińczyków oraz związany z nią model multilateralnego podziału globalnej sieci. „Suwerenny internet” to w skrócie internet należący do poszczególnych państw, z podkreśleniem znaczenia dla ich kultur, odmiennego prawa czy politycznych i społecznych instytucji. Multilateralny podział globalnej sieci to model, w którym suwerenne państwa określają w imieniu swoich obywateli reguły w ramach których działać ma sieć. Jego alternatywą jest obecnie funkcjonujący, przynajmniej na Zachodzie, model wielu interesariuszy (mutli-stakeholder), bardziej uniwersalistyczny, posiadający wspólne normy dla wszystkich użytkowników sieci, którego głównym adwokatem są Stany Zjednoczone.

Innym ciekawym wątkiem rozwijanym przez Gagliardone, jest połączenie paradygmatu bezpieczeństwa z rozwojem (securitization of development), któremu poświęcony jest cały rozdział. Według autora, duża część afrykańskich państw wykorzystujących różne formy ograniczania wolności w sieci i stosowania represji nie musi stosować chińskich metod, bo może wykorzystywać wachlarz związany z agendą ochrony przed terroryzmem, rozwijaną przede wszystkim po atakach na World Trade Center w 2001 r. Gagliardone podkreśla też, jak duże znaczenie agenda bezpieczeństwa miała dla społeczeństwa obywatelskiego i podkopania jego znaczenia.

Dla polskiego czytelnika otoczonego publicystycznymi opowieściami o walce dobrego Zachodu ze złymi Chinami czy o jednolitym kontynencie afrykańskim, na którym panuje smutek i ubóstwo, książka Gagliardone może być ważną pozycją niuansującą rzeczywistość. Jest ona mocno osadzona na rozmowach z decydentami, ekspertami, opozycjonistami czy dziennikarzami z poszczególnych państw. Analizy dotyczące inwestycji w infrastrukturę ICT w państwach afrykańskich pozwalają zobaczyć, z jakimi wyzwaniami mierzą się kraje rozwijające, na jakim etapie rozwoju i stosowania technologii ICT są oraz jakie mają ambicje. Z kolei przedstawione zarysy „suwerennego internetu” czy multilateralnego modelu globalnej sieci pozwalają zobaczyć różnice między obecnie funkcjonującym modelem a ewentualnymi alternatywami. Warto przeczytać tę książkę również choćby dlatego, by dowiedzieć się, że Nigeria wyniosła w przestrzeń kosmiczną pierwszego afrykańskiego satelitę komunikacyjnego w 2007 r.

Filip Leśniewicz