Tygodnik Gospodarczy 20/2024, 16 maja 2024

Opublikowano: 16/05/2024

Spis treści

Masowych zwolnień nie widać, a co czwarta firma chce zatrudnić nowych pracowników

12 proc. przedsiębiorstw zwiększyło, a 24 proc. planuje zwiększyć liczbę pracowników w 2024 r.

37 proc. firm budowlanych planuje nowe rekrutacje w br.

po 14 proc. firm produkcyjnych chce zatrudniać i zwalniać pracowników

Polskie przedsiębiorstwa, mimo wysokich kosztów pracowniczych, chcą zatrudniać nowych pracowników. Z badania przeprowadzonego na początku maja przez PIE w ramach Miesięcznego Indeksu Koniunktury (MIK) wynika, że do końca kwietnia 2024 r. 12 proc. firm zatrudniło nowych pracowników, a dwa razy więcej (24 proc.) planuje to zrobić w kolejnych miesiącach 2024 r. Należy zauważyć, że wśród firm, które zwiększyły zatrudnienie w br., 69 proc. planuje kolejne rekrutacje jeszcze w tym roku. Natomiast wśród tych, które do końca kwietnia nie zwiększyły zatrudnienia, 18 proc. planuje to zrobić w kolejnych miesiącach 2024 r.

O zwiększeniu zatrudnienia w kolejnych miesiącach 2024 r. myśli aż 37 proc. firm budowlanych. Sezonowość tej branży powoduje, że wiosną i latem pracownicy wykonujący prace budowlane są najbardziej poszukiwani. Z badań PIE przeprowadzonych w maju br. wynika, że aż 61 proc. firm budowlanych ma problemy z dostępnością pracowników. Obecnie budownictwo jest branżą, w której niedostępność pracowników najbardziej utrudnia działalność.

Niedostępność pracowników doskwiera ponad połowie (53 proc.) badanych firm z branży TSL. Co dziesiąta firma zatrudniła już w tym roku nowych pracowników, a o kolejnych rekrutacjach w 2024 r. myśli blisko co czwarta firma (23 proc.). Plany zwiększania zatrudnienia ma również co czwarta firma usługowa i 22 proc. firm handlowych. Najmniej chętne do zatrudniania nowych pracowników w 2024 r. są firmy produkcyjne (14 proc.), mimo że blisko połowa (49 proc.) przedsiębiorstw produkcyjnych boryka się z niedostępnością pracowników.

Do końca kwietnia br. redukcji zatrudnienia dokonało 7 proc. badanych przedsiębiorstw, a plany w tym zakresie ma 11 proc. firm. Najczęściej na zwolnienia pracowników decydują się firmy produkcyjne. Już w tym roku 12 proc. dokonało redukcji zatrudnienia, a 14 proc. planuje ją przeprowadzić w kolejnych miesiącach. W innych branżach mniej przedsiębiorców myśli o zwolnieniach pracowników – w budownictwie 8 proc., w handlu 10 proc., a w usługach i TSL po 11 proc.

Bilans nowych rekrutacji i redukcji zatrudnienia jednoznacznie wskazuje, że polskie przedsiębiorstwa nie planują masowych zwolnień pracowników i mimo rosnących kosztów pracowniczych zamierzają zatrudniać nowych pracowników. Problemem jednak pozostaje niedostępność pracowników – przy niskiej stopie bezrobocia zwiększanie zatrudnienia staje się niejednokrotnie wyzwaniem, z którym boryka się znaczna część przedsiębiorców.

Katarzyna Dębkowska

Wzrost aktywności zawodowej w Polsce

88,6 proc. wyniósł poziom aktywności zawodowej wśród osób w wieku 25-54 lata w Polsce w 2023 r.

71,7 proc. wyniósł współczynnik aktywności zawodowej mężczyzn w wieku 55-64 lata w Polsce w 2023 r

73,5 proc. wyniósł współczynnik aktywności zawodowej kobiet w wieku 55-59 lat w Polsce w 2023 r

Polska jest ponad średnią UE pod względem aktywności zawodowej osób w wieku 25-54 lata. W ostatniej dekadzie w naszym kraju odnotowano znaczący wzrost aktywności zawodowej osób w różnych grupach wiekowych. W głównej grupie wiekowej 25-54 lata poziom aktywności w 2013 r. wynosił 84,6 proc, a w 2023 r. wzrósł do 88,6 proc. Poprawa była na tyle duża, że od 2020 r. wskaźniki aktywności zawodowej w Polsce zaczęły przewyższać średnią dla UE, która w 2023 r. wyniosła 87,0 proc. W 2023 r. liderami pod względem wskaźników aktywności zawodowej w tej grupie wiekowej były Szwecja (92,2 proc.) oraz Słowenia (92,1 proc.).

Aktywność zawodowa wśród młodych Polaków rośnie, ale wciąż pozostaje poniżej średniej UE. W grupie wiekowej 20-24 lata poziom aktywności wzrósł z 55,7 proc. w 2013 r. do 58,5 proc. w 2023 r. Tymczasem średnia dla UE w 2023 r. wyniosła 62,2 proc. W tej grupie wiekowej różnica w aktywności zawodowej między Polską a średnią UE jest największa. Jednym z powodów jest niski odsetek młodych Polaków łączących pracę ze studiami: w 2022 r. było to tylko 14 proc., co było jednym z najniższych wskaźników w UE (średnia UE – 22 proc.). Ponadto, młodzi Polacy rzadziej niż ich rówieśnicy z UE są skłonni zmienić miejsce zamieszkania ze względu na pracę (40 proc. w Polsce, 56 proc. w UE). W 2023 r. liderami pod względem wskaźników aktywności zawodowej w grupie wiekowej 20-24 lata były Holandia (86,8 proc.) oraz Dania (76,7 proc.).

W ostatniej dekadzie Polska odnotowała znaczący wzrost aktywności zawodowej wśród osób w wieku przedemerytalnym (mężczyźni w wieku 55-64 lata oraz kobiety w wieku 55-59 lat). Dzięki temu średnia w Polsce prawie zrównała się ze średnią unijną. W 2013 r. poziom aktywności zawodowej mężczyzn w tej grupie wynosił 55,9 proc., a w 2023 r. wzrósł do 71,7 proc. Mimo to wskaźnik ten pozostaje poniżej średniej dla UE, która w 2023 r. wynosiła 73,4 proc. W przypadku kobiet poziom aktywności wzrósł z 50,7 proc. w 2013 r. do 73,5 proc. w 2023 r., jednak również pozostaje nieco poniżej średniej UE, wynoszącej 74,2 proc. w 2023 r. Liderami w kategorii mężczyzn w 2023 r. były Szwecja (85,5 proc.) i Holandia (83,4 proc.), natomiast w kategorii kobiet – Estonia (92,1 proc.) i Czechy (90,2 proc.).

Elastyczne formy zatrudnienia, jak praca zdalna czy ruchome godziny pracy, mogą pomagać w ograniczaniu szybkiego przechodzenia na emeryturę. Jak jednak wynika z Globalnego Badania Pracowników AARP z 2022 r., starsi pracownicy mają ograniczone możliwości korzystania z takiej elastyczności w porównaniu z młodszymi pracownikami. Jednak polscy przedsiębiorcy deklarują, że w 2024 r. prawie wszystkie grupy firm zamierzają rozszerzyć stosowanie elastycznych rozwiązań, co może przyczynić się do lepszego dostosowania form i czasu pracy do potrzeb pracowników, w tym osób starszych.

Szymon Ogórek

Polskie kopalnie będą musiały ograniczyć emisje metanu

60 proc. globalnych emisji metanu wynika z działalności człowieka

44 proc. polskich emisji metanu generowała w 2022 r. działalność sektora energetycznego

4-krotnie większy jest w Polsce udział sektora energetycznego w strukturze całkowitych emisji metanu w porównaniu z UE

10 kwietnia 2024 r. Parlament Europejski przyjął tzw. rozporządzenie metanowe, którego celem jest ograniczenie emisji metanu z sektora energetycznego. Obejmie ono sektory ropy naftowej, gazu i węgla. Kolejnym krokiem będzie przyjęcie dokumentu przez Radę UE. Ze względu na wysoką eksploatację złóż węgla, w Polsce udział sektora produkcji energii w całkowitych emisjach metanu w 2022 r. wynosił 44,3 proc. i jest 4 razy wyższy niż średnia UE (10,9 proc.).

Rozporządzenie metanowe wprowadzi wymogi w zakresie monitorowania, raportowania i weryfikacji (MRW) emisji. Ponadto, sektory ropy naftowej i gazu objęte zostaną obowiązkiem wykrywania nieszczelności i naprawy (LDAR). Ze względu na fakt, że kopalnie węgla należą do największych emitentów metanu, nowe prawo wprowadzi od 1 stycznia 2027 r. limit emisji tego gazu na poziomie 5 kg metanu na tonę wydobytego węgla. Wyjątkiem na razie pozostaną emisje z kopalni węgla koksowego, który jest surowcem krytycznym ze względu na jego rolę w produkcji stali. Jednak według zapisów rozporządzenia, w ciągu trzech lat od jego wejścia w życie, również węgiel koksowy powinien zostać objęty ograniczeniami. Istotny jest fakt, że limit emisji nie będzie dotyczył poszczególnych zakładów wydobywczych, a ich operatorów, co pozwoli spółkom uśrednić emisje.

Metan jest drugim gazem, po CO₂, którego emisje w największym stopniu przyczyniają się do ocieplenia klimatu. Mimo że gaz ten utrzymuje się w atmosferze przez około 10-15 lat, czyli o wiele krócej niż CO₂, tona metanu zatrzymuje ok. 30 razy więcej ciepła niż tona CO₂ w ciągu stulecia. Według analizy Międzynarodowej Agencji Energetycznej, 40 proc. globalnych emisji metanu można uniknąć bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Jednocześnie redukcja tej skali do 2030 r. mogłaby zapobiec globalnie 180 tys. zgonów. Dlatego też za jak najszybszą redukcją emisji metanu przemawia jego wysoka szkodliwość zarówno dla środowiska naturalnego, jak i zdrowia populacji.

Marianna Sobkiewicz

Polacy chętnie korzystają z cyfrowych usług publicznych

tylko 5,4 proc. internautów nie korzysta z cyfrowych usług publicznych

93,6 proc. ankietowanych ocenia cyfrowe usługi publiczne dostępne w Polsce jako użyteczne

92,5 proc. osób twierdzi, że cyfrowe usługi publiczne ułatwiają im załatwianie spraw urzędowych

Polacy chętnie korzystają z cyfrowych usług publicznych. W najnowszym badaniu PIE tylko 5,4 proc. respondentów zadeklarowało, że nie korzysta z tego typu usług. Najczęściej Polki i Polacy korzystają z mObywatela (64,7 proc.), ePITu (63,3 proc.) i Profilu Zaufanego (61,3 proc.). Najmniejszą popularnością (poniżej 5 proc. wykorzystania) cieszą się portale PUESC i eKRUS. Jeśli chodzi o częstotliwość korzystania z cyfrowych usług publicznych, to najczęściej Polacy deklarują, że korzystają z nich kilka razy w roku lub kilka razy w miesiącu. Zdecydowana mniejszość deklaruje korzystanie codzienne, z wyjątkiem portalu praca.gov.pl oraz aplikacji mObywatel, z której zauważalna część obywateli korzysta codziennie.

Ankietowani cenią sobie użyteczność cyfrowych usług publicznych. Aż 93,6 proc. ankietowanych ocenia cyfrowe usługi publiczne dostępne w Polsce jako użyteczne, w tym 47 proc. jako bardzo użyteczne i 46,6 proc. jako raczej użyteczne. Podobnie wysoki odsetek osób (92,5 proc.) twierdzi, że cyfrowe usługi publiczne pomagają im w załatwianiu spraw urzędowych. Tylko 7,5 proc. Polaków twierdzi, że nie ułatwiają lub nie korzysta z takich rozwiązań. Porównując offline i online, większość Polaków (60 proc.) uważa, że łatwiej załatwić swoją urzędową sprawę przez internet niż stacjonarnie.

Nie chcemy natomiast płacić wyższych podatków w zamian za lepsze usługi publiczne. Mimo że 66,7 proc. osób uważa, iż państwo powinno inwestować więcej w cyfrowe usługi, nie przekłada się to na deklaratywną chęć zapłacenia wyższych podatków, z których można by sfinansować rozwój cyfrowych usług publicznych. Jest to paradoks, który wynika z niezrozumienia zależności między podatkami a wydatkami państwa. Potwierdzają to wnioski z raportu PIE, wg których wielu obywateli nie czuje związku między płaceniem podatków (ich wysokością) a zaangażowaniem państwa w sprawy gospodarcze i społeczne (wydatkami państwa). Bez rozwiązania tej sprzeczności przez zwiększenie świadomości obywateli o finansach państwa problematyczne może być ulepszenie cyfrowych usług publicznych.

Krystian Łukasik

Ukraina skorzysta z zamrożonych aktywów Rosyjskiego Banku Centralnego

20 mld EUR wyniosą zyski z rosyjskich aktywów do 2027 r.

74 proc. zamrożonych rosyjskich aktywów jest przechowywanych u depozytariusza Euroclear w Belgii

Rada UE zgodziła się wykorzystać zyski z zamrożonych rosyjskich aktywów dla Ukrainy. Ministrowie uzgodnili, że zyski z rosyjskiego kapitału, który został zamrożony po rosyjskiej agresji będą skierowane na pomoc Ukrainie. Jednak większość tych funduszy nie trafi bezpośrednio do Ukrainy. Cały czas trwają prace nad tekstem prawnym, według którego 90 proc. wszystkich aktywów będzie skierowanych na zakup broni dla Ukrainy przez fundusze zarządzane przez Unię Europejską. Pozostałe 10 proc. trafi do Kijowa w inny sposób.

Wartość wszystkich aktywów wynosi 210 mld EUR, ale do Ukrainy trafią tylko odsetki kapitałowe. Wśród wszystkich zablokowanych aktywów około 74 proc. znajduje się w belgijskiej izbie rozliczeniowej Euroclear. Unijni urzędnicy szacują, że do 2027 r. zysk kapitałowy od zamrożonych środków wyniesie 20 mld EUR (w tym 3 mld EUR już w tym roku). Jednak nie wszystkie zyski zostaną przeznaczone na potrzeby Kijowa. Euroclear zachowa 10 proc. od tych zysków, na wypadek sporów sądowych dotyczących funduszy.

Władze Belgii jeszcze w zeszłym roku zaczęły pobierać podatek od zysków z rosyjskich aktywów, które mają być skierowane na pomoc Ukrainie. Już w I kwartale br. bank Euroclear otrzymał 1,6 mld EUR z tytułu odsetek, z czego 400 mln EUR mają wynieść belgijskie podatki. W całym roku podatkowym Belgowie spodziewają się otrzymać 1,7 mld EUR, z czego większość została już przeznaczona na ukraińskie wojsko.

UE obawia się konfiskaty rosyjskich aktywów z uwagi na ryzyko prawne. Mimo deklaracji niektórych polityków europejskich i ukraińskich o konieczności konfiskaty wszystkich środków na rzecz odbudowy Ukrainy, prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest znikome. Całkowite przekierowanie środków Rosyjskiego Banku Centralnego do innego państwa mogłoby negatywnie wpłynąć na wiarygodność europejskiego systemu bankowego wśród państw spoza Europy, a w konsekwencji na walutę europejską.

Sergiej Druchyn

Co trzecia inwestycja zagraniczna na Węgrzech i w Serbii pochodzi z Chin

25,18 mld USD wynosi łączna wartość bezpośrednich inwestycji chińskich (BIZ) typu greenfield na Węgrzech i w Serbii

35 proc. wynosi udział chińskich BIZ typu greenfield w łącznych BIZ na Węgrzech i w Serbii

7,48 mld USD wynosi wartość projektu CATL na Węgrzech

Węgry i Serbia znalazły się kolejno na 2. i 4. miejscu w Europie pod względem deklarowanych chińskich BIZ typu greenfield w ujęciu bezwzględnym. Od 2003 r. wydatki inwestycyjne firm chińskich na Węgrzech wyniosły łącznie 14,74 mld USD. Serbia z kolei przyjęła inwestycje chińskie na łączną kwotę 10,44 mld USD. W rezultacie na te dwa państwa przypada jedna czwarta wszystkich chińskich BIZ typu greenfield w UE i w Serbii.

W ujęciu względnym Węgry i Serbia plasują się na czele europejskiej stawki. Wartość wszystkich chińskich inwestycji typu greenfield w stosunku do PKB za 2022 r. wyniosła 8 proc. na Węgrzech oraz aż 17 proc. w Serbii, zaś w przeliczeniu na osobę – 1537 USD dla Węgier i 1577 USD dla Serbii. Napływ deklarowanych inwestycji chińskich w obu krajach wyraźnie przyspieszył w 2018 r. W okresie od stycznia 2018 r. do marca 2024 r. z Chin pochodził niemal co trzeci dolar BIZ typu greenfield (Węgry – 29 proc., Serbia 31 proc.).

Wysoka pozycja Chin wśród inwestorów zagranicznych na Węgrzech i w Serbii wynika przede wszystkim z uwarunkowań politycznych. Węgry są szczególnym przypadkiem wśród państw UE pod względem kształtowania relacji z Rosją i Chinami. Również Serbia znacząco zmniejszyła w ostatnich latach rangę relacji z UE na rzecz Chin.

Skala inwestycji w ostatnich latach jest bezprecedensowa. Połowę wszystkich chińskich BIZ na Węgrzech (7,48 mld USD) pochłonęły: budowa gigafabryki baterii koło Debreczyna przez firmę CATL, 1,5 mld USD warta jest inwestycja Huayou Cobalt (materiał katodowy do baterii), a 1,1 mld USD inwestycja Eve Energy (baterie). Małą inwestycją z pewnością nie będzie także planowana w Szeged pierwsza w Europie chińska fabryka aut elektrycznych firmy BYD. W rezultacie, przy zaledwie 81 projektach, średnia wartość inwestycji z udziałem kapitału chińskiego na Węgrzech wynosi 182 mln USD (przy średniej unijnej dla inwestycji chińskich 39 mln USD). Podobnie w Serbii, dwie ogłoszone w 2023 r. inwestycje firmy Zijin Mining Group – w rozbudowę kopalni miedzi i OZE – podwoiły średnią wartość projektów z kapitałem chińskim z 88 mln USD do 197,1 mln USD.

Dominik Kopiński

Smartfony w szkole – pomagają czy przeszkadzają?

ok. 35 proc. uczniów w wieku 15 lat w Polsce deklaruje rozproszenie w czasie lekcji matematyki z powodu korzystania z urządzeń elektronicznych (smartfonów, laptopów, tabletów itp.)

Korzystanie ze smartfonów i innych urządzeń elektronicznych w szkołach może mieć pozytywny wpływ na wyniki edukacji. Według nowego raportu OECD, uczniowie, którzy w czasie spędzanym w szkole używają elektroniki do nauki nawet do pięciu godzin dziennie, osiągnęli znacząco wyższe wyniki edukacyjne w teście PISA z matematyki w porównaniu z uczniami, którzy w ogóle nie używają urządzeń elektronicznych w szkole. Uczniowie, którzy smartfonów i innych urządzeń w szkole używają w celach innych niż nauka do dwóch godzin dziennie, wciąż mieli lepsze wyniki z matematyki w porównaniu z uczniami w ogóle pozbawionymi kontaktu z elektroniką w placówce edukacyjnej.

Autorzy raportu zwracają jednak głównie uwagę na negatywne konsekwencje korzystania z urządzeń elektronicznych w szkołach. Głównym problemem jest rozkojarzenie i rozpraszanie uwagi. Badacze z OECD podkreślają, że choć użycie laptopa czy smartfonu w czasie lekcji może być pomocne, to zarazem korzystanie z tych urządzeń może przeszkadzać pozostałym uczniom w klasie. Efekt rozpraszający powodują także sygnały powiadomień i notyfikacji z aplikacji. Uczniowie mający bezpośredni dostęp do urządzeń mają większą skłonność do dzielenia uwagi pomiędzy treść lekcji a ekrany urządzeń – trudno im oprzeć się pokusie „zerkania” na przychodzące powiadomienia itp.

Największe problemy z rozpraszaniem uwagi wśród uczniów z badanych państw występują w Ameryce Południowej. W Argentynie i w Urugwaju ponad połowa uczniów w badanym wieku (15 lat) przyznaje, że używanie urządzeń elektronicznych wpływa na utratę przez nich koncentracji w czasie większości lekcji matematyki. Wysokie pozycje pod tym względem zajmują też Chile, Bułgaria i Nowa Zelandia, Brazylia oraz Kanada. Średni odsetek takich uczniów dla OECD wynosi nieco powyżej 30 proc. Drugi ważny pomiar to odsetek uczniów, którzy rozpraszają się w czasie lekcji matematyki wskutek korzystania z urządzeń elektronicznych przez inne osoby w klasie. Tutaj także przoduje Urugwaj, a za nim Nowa Zelandia i Bułgaria. Polska w obu wymiarach jest niestety powyżej średniej OECD. Odsetek uczniów tracących koncentrację na skutek korzystania z urządzeń elektronicznych jest w Polsce zbliżony do odsetka uczniów rozpraszanych przez kolegów i wynosi ok. 35 proc. Najlepsze pod oboma względami odsetki osiągane są w Japonii i Korei Płd. (poniżej 10 proc.).

Czy wobec tego zakazywać smartfonów w szkole? Takie regulacje wprowadzono m.in. we Francji i w Norwegii, skąd niedawno napłynęły pierwsze pomiary efektów funkcjonowania zakazu (dotyczy on szkół na poziomie gimnazjów). Uczniowie od wprowadzenia zakazu deklarują poprawę w zdrowiu psychicznym w kilku wymiarach, w tym mniejszą potrzebę wizyt u specjalistów od zdrowia psychicznego oraz poprawę samooceny u dziewcząt. Ponadto, zmniejszyła się częstotliwość dręczenia w szkole (bullying). Istotnie poprawiły się także wyniki w nauce. Badanie wskazuje, że najbardziej na zakazie zyskały uczennice z uboższych gospodarstw domowych.

Łukasz Baszczak